Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnice Starożytnych - Ostatnia Krew
Eric:
Diomedes nie zważając na wrzawę i ogólne zdziwienie reszty kompanii, która penetrowała podziemia przyglądał się paniom. Wszystkie były niemalże jednakowej urody, z ładnie wyeksponowanymi biustami, ślicznymi twarzami i głębokimi oczami. Diomedes miał niejaki problem z wybraniem tej 'swojej'. Przyglądał się jeszcze przez krótki czas podpierając podbródek dłonią i myślał. Zauważył błysk w oku jednej z ludzkich kobiet. To ta! - pomyślał i uśmiechnął się.
- Ty! - powiedział wskazując kobietę palcem - Może Ty zechcesz wrócić ze mną do Efehidon? - zapytał z uśmiechem.
- T-tak p-p-panie... - zająknęła się nieśmiało kobieta o kruczoczarnych włosach i głębokich, szafirowych oczach.
- Gdzie tam panie. Zwyczajnie Diomedes - uśmiechnął się ukazując szereg białych zębów - A Ty... Jak masz na imię?
- Atrien, p-pa... Diomedesie. - odpowiedziała nadal onieśmielona.
- Piękne imię - uśmiechnął się Kruk - Ale wiedz, że nie zamierzam traktować Cię jak Ci, trafnie zresztą przez was określeni - 'sukinsyni' - powiedział, a w oczach kobiety znów dało się zaobserwować błysk. Chyba była szczęśliwa.
- O-oczywiście... - powiedziała już nieco śmielej. Diomedes wziął ją za rękę i wyprowadził z pomieszczenia.
- Cóż... Widok tego pogorzeliska może nie należy do tych, które chciałabyś ujrzeć, jednakże przydałoby się nieco odsapnąć świeżym powietrzem...
Gordian Morii:
Gordian wszedł do lochu w którym zastał straszny widok. Ludzie pozamykani w klatkach wyglądali strasznie źle. -Głód, smród i ubóstwo...- stwierdził gdy rozejrzał się po pomieszczeniach. Podchodził kolejno do każdej z klatek i urywając kłódki otwierał drzwi. Podszedł do ostatniej z nich w której znajdowali się Raanarowie. -A jednak to prawda starożytny lud przetrwał...- westchnął ze współczuciem patrząc na przebywających wewnątrz. Otwierając drzwi podszedł i nachylając się położył na każdym z osobna ręce wysyłając do ich słabych ciał energię leczniczą, która przywracała nieco sił -Jestem mistrzem magii z Valfden. Przybyliśmy tu aby dać wam wolność. Powiedzcie co oni wam robili?
Dragosani:
Zeleris ruszył za wszystkimi, prowadząc za sobą Savarę. Zeszli do podziemi, gdzie natrafili na wielkie ilości materiału organicznego w postaci niewolników. Mag obrzucił klatki uważnym spojrzeniem. Na jego czole pojawiła się zmarszczka, gdy rozmyślał cóż to za eksperymenty były przeprowadzane na tych ludziach. Jego wzrok w końcu trafił na ostatnią klatkę. Mag nigdy nie widział takich istot. Lecz czytał o nich w Gildii.
- No proszę... Raanarowie. - stwierdził i podszedł do owej klatki.
Patty:
Patrzyłam z lekkim zniesmaczeniem, jak kolejni towarzysze biorą sobie niewolnice. Nigdy nie popierałam niewolnictwa, ale nie forsowałam swoich poglądów. Toć to walka z wiatrakami. Po części także współczułam tym kobietom. Zatem zostawiłam to pomieszczenie, które dane mi było przez chwilę oglądać i ruszyłam dalej, gdzie skupiła się reszta towarzystwa.
Hagmar:
-Dziękuję Mistrzu. On...próbował...odtworzyć całą rasę, nie za to go winię lecz za sposoby. Eksperymentował z...ehh nie wiem co to ale lepiej to ubijcie. W głębi lochów w dużej sali są dwa...potwory. Słyszałem jak mówił że chce stworzyć idealnego wojownika. A my? Było nas więcej, do niedawna.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej