Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tajemnice Starożytnych - Ostatnia Krew

<< < (26/45) > >>

Lees:
Dwóch przeciwników było zdezorientowanych. Chaos bitwy spowodował, że nie orientowali się w panującej sytuacji. Lees postanowił to wykorzystać. Błyskawicznie natarł ciężko raniąc jednego z wrogów. Drugi w ostatniej chwili zablokował jego cios. Nie był jednak zbyt dobrze wyszkolony. Kiedy jego przeciwnik nie trafił, Lees kopnął go w żebra. Ten stracił równowagę i to spowodowało jego śmierć. Skończył z dziurą w brzuchu. Lees dobił jeszcze dychającego, pierwszego z którym walczył żołnierza.

34/130

Vitnir:
Aerandir ponownie ruszył na przeciwników, na jego drodze znalazł się pewien młodzieniec. W jego oczach można było dostrzec przerażenie, które paraliżowało jego ruchy. Wampir nie miał zamiaru tracić czasu na tchórzy, chwycił rękojeść miecza od dołu i rzucił z całą siłą daną mu w przeciwnika. Miecz trafił idealnie w gardło, siła rzutu przemieściła nieszczęśnika o trzy metry do tyłu. Dziecko nocy podbiegło czym prędzej do truchła i nie przerywając biegu wyciągnęło swe ostrze i ruszyło dalej. Kolejny osamotniony przeciwnik. Aerandir ruszył dalej w wir walki, wróg stał plecami do niego, nie wypadałoby atakować od tyłu, ale w wirze walki trzeba korzystać z każdej okazji. Wampir szybkim ruchem wykonał cięcie. Ostrze odcięło palce lewej dłoni, zgromadzeniowiec zawył, jednak dalej chciał walczyć, wykonał niskie pchnięcie, lecz wampir zablokował jego miecz, ten tylko popatrzał się na przeciwnika, który uderzył go pięścią. Człowiek przewrócił się na ziemie. Aerandir podszedł wolnym krokiem do pełzającego po ziemi, przyćmionego przeciwnika zadając mu cios śmiertelny.

32/130

Patty:
Rzuciłam się na następnego wroga, markując cięcie z góry. W istocie jednak uderzyłam z boku, klinga przejechała po ramieniu żołnierza. Kolcza koszulka wytrzymała uderzenie. Wyprowadziłam sekwencję uderzeń, wykorzystując wszelkie poznane mi umiejętności. Widząc zacięcie na mojej twarzy wróg zaczął się cofać. Pod siłą miażdżących uderzeń nie próbował ataku, zepchnięty jedynie do defensywy. Dostrzegłam odpowiedni moment i zręcznie wykręcając nadgarstek wytrąciłam wrogowi miecz. Uderzyłam go przez twarz, czując obrzydzenie do samej siebie. Znowu zabijam bezbronnego. Przeciwnik padł na ziemię, a ja rzuciłam się na następnego wojownika. Uderzyłam znad głowy, klingi zadźwięczały. Przez chwilę wymienialiśmy się uderzeniami, gdy znów postanowiłam wykorzystać atut tarczy. Zbiłam jedno cięcie i huknęłam wroga w twarz, łamiąc mu nos. Członek zgromadzenia cofnął się, co wykorzystałam tnąc silnie w bok. Poprawiłam kilka razy, przerąbując kolczugę i mięśnie. ÂŻołnierz upadł.

30/130

Elrond Ñoldor:
Wampir ruszył do ataku. W biegu wyciągną miecz z pochwy widząc dwóch zbrojnych biegnących w jego kierunku. Wojska nieprzyjaciela widzieli atak i to co dział się przed opactwem, toteż nie kwapili się do wychodzenia z niego. Nie zniechęcało to ich jednak do atakowania wrogów wewnątrz budynku.
Nikolai nie zatrzymał się dobiegając do przeciwników. Skoczył. W locie obrócił swoje ciało o 180 stopni w pionie jak i poziomie. Opadając, ciął mieczem, głowa jednego z wojów zaczerwieniła się, a sam wojak padł na kolana łapiąc się za czerep. Drugi z przeciwników odwrócił się od razu, jednak nie były to ruchy dostatecznie szybkie by zagrozić nieśmiertelnemu. Spowodowane były zdziwieniem jak ktoś może tak wysoko skakać. Wszelkie wątpliwości rozwiało uzębienie Nikolaia, który widząc twarz zbrojnego nie mógł się nie zaśmiać. Spojrzał głęboko w oczy przeciwnikowi i przemówił:
- Zginiesz dzisiaj... - a jego głos przerodził się w syk. Przeciwnik zrobił krok w tył, a wampir zaatakował. Potężny cios z góry przełamał obronę wystraszonego człowieka, a miecz rozciął potężnie jego twarz. Nikolai wyprowadził od razu kolejny atak który bezbłędnie rozchlastał gardło przeciwnika.
Słysząc jęczenie z boku, Nieśmiertelny odwrócił się. Był to człowiek trafiony na początku. Bezładnie, na kolanach szukał oręża, który upuścił. Wampir instynktownie  wbił mu miecz w plecy.

28/130

Eric:
Diomedes musiał na chwilę odetchnąć. Był bardzo zmęczony. Nie potrafił już zliczyć ile ludzi dziś zabił. Był cały pokryty krwią wojowników zgromadzenia. Otarł pot, nabrał powietrza i kaszlnął kilka razy. Odór martwych ciał był nie do zniesienia. Jednakże bitwa jeszcze się nie zakończyła, więc Diomedes musiał walczyć, póki miał siły. Chwycił mocniej miecz i skierował się na najbliższego przeciwnika. Uniósł broń w górę i zamachnął się po przekątnej, tnąc przez ramię przeciwnika. Zgromadzeniowcowi udało się jednak uskoczyć i przyjąć bardziej waleczną postawę. Wyprowadził on kilka cięć, wszystkie jednak odbiły się z głośnym łoskotem o stal miecza Diomedesa. Kruk, sprowadzony do obrony, kalkulował zimno możliwości przeciwnika i myślał jak wyprowadzić jakiś celny cios. Uskoczył przed ciosem, zasłonił się klingą i ponownie uskoczył. I tak w kółko. Wojownik zgromadzenia nie dawał mu szans na kontratak, jednakże jego ataki były nieskuteczne. Diomedes był zmęczony, jednakże parowanie tego typu ciosów było błahostką. Jedynym problemem było to, że jeśli choćby na chwilę zaniechałby obrony dla wyprowadzenia ataku, to najpewniej przeciwnik rychło by z tego skorzystał. Jednakże w końcu nadarzyła się okazja, bo zniecierpliwiony przeciwnik odchylił się do tyłu w zamachu, a Diomedes korzystając z tego pchnął go prosto w serce, odbierając życie.


27/130

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej