Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tropem pustelnika
Eric:
Diomedes bez zbędnych słów objął brunetkę i wpadł wraz z nią na łóżko. Począł obsypywać ją całusami, nie zwalniając uścisku. Szykowała się upojna noc.
\\: Reszta +18 Grisonku :(
Anv:
Anvarunis obudził się następnego dnia, z pewnością nie był to już świt. U jego boku wciąż leżała kelnerka. On nie chcąc jej zbudzić, delikatnie wstał i rozejrzał się po pokoju. Wszędzie było pełno porozrzucanych ubrań. Szybko pozbierał co swoje i ubrał się. Zaszedł do pomieszczenia, mającego pełnić rolę toalety. Stała tam miska z wodą, w której obmył twarz i ręce. Gdy już się odświeżył, podszedł do drzwi, jeszcze raz rozejrzał się po pomieszczeniu i wyszedł po cichu. W karczmie nie panował już taki gwar jak wczorajszego wieczoru. Co prawda siedziało już kilku stałych bywalców, lecz było ich niewielu. Anv doszedł do drzwi pokoju, w którym spał Diomedes. Zapukał do drzwi, a gdy tylko usłyszał jakiś ruch w pomieszczeniu, podniesionym tonem powiedział.
- Zbieraj się, czas na nas. - po czym zszedł schodami na dół. Tam za ladą już stał Rogmar.
- Witaj karczmarzu.
- Ano witaj. Wyruszacie już? - Zapytał smutno Rogmar
- Pasowałoby. Powiedz mi jednak najpierw gdzie ja znajdę tego pustelnika co ci wczoraj mówiłem o nim, Zetrana.
- Dobrze. Jeśli pójdziesz w dół ścieżki na lewo od zachodniej bramy, to po półtorej kilometra drogi, będzie niemal u celu. Zobaczysz tam wielkie drzewo. Gdy do niego podejdziesz, odwróć się w prawo, a zauważysz gęste zarośla. Za nimi znajdziesz jaskinię, w której mieszka.
- Dzięki ci wielkie, przyjacielu. Poczekam jeszcze na mojego towarzysza i ruszamy dalej.
- Nie ma sprawy. Bywaj. Masz tu na drogę bochenek chleba i dwa piwa. Pewnieście głodni i spragnieni...
Eric:
Diomedes usłyszał głos Anvarunisa i wstał po cichu z łóżka. Partnerka wczorajszej nocy już nie spała, obudzona zapewne stukaniem do drzwi i krzykiem towarzysza. Dał jej jeszcze całusa na pożegnanie i zaczął zbierać swoje rzeczy. Spakowany już na drogę wyszedł z pokoju spokojnie i zszedł po schodach. Przy ladzie stał Rogmar z Anvarunisem. Jeszcze z daleka Diomedes rzucił oschłe
- Dzień dobry Rogmarze. Witaj i Ty Anvarunisie. Czy łaskawy karczmarz raczył zdradzić położenie pustelnika? - zapytał rozciągając zdrętwiałe mięśnie.
Anv:
- Już zdradził. Wiem gdzie iść. Dostaliśmy nawet prezent coby o suchym pysku nie iść. Bierz jedno piwo ze sobą i ruszamy. - rzekł Anv, zabrał chleb i jedno piwo i wyszedł z karczmy, żegnając się ówcześnie z Rogmarem. Gdy tylko doszedł do niego Diomedes, wskazał mu zachodnią bramę.
- Idziemy tam. Potem ścieżką w lewo jakieś półtora kilometra. I jesteśmy prawie na miejscu. Podekscytowany?
Eric:
- Czy ja wiem? W sumie i tak już mam Cię za brata - zaśmiał się Diomedes - Cóż. Pora stawić czoło przeszłości. Obawiam się, że możemy jeszcze raz zostać zaatakowani przez te... eee... Salamandry...? - powiedział i wziął kufel z ręki Anvarunisa. Pociągnął siarczystego łyka i wzdychnął.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej