Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnice Starożytnych IV - Klucz ÂŻycia
Anette Du'Monteau:
-Bulion już gotowy komandorze. - odkrzyknąłem. Proszę sobie brać ile dusza zapragnie, najwyżej wybiorę się później na polowanie z Ocianem albo z Tobą sir. - mówiłem wracając do kociołka. Złoty wisior schowałem bezpiecznie do sakiewki przy pasie.
Dragosani:
Słysząc słowa Zeyfara młody mag wpadł na genialny (jego zdaniem) pomysł na żart. Wyciągnął w pochwy sztylet i podszedł do jednego z ciał. Wbił ostrze w brzuch denata i zrobił cięcie, by móc tam wsadzić rękę. Wsunął dłoń w brzuch martwego, pogrzebał chwilę i wyciągnął ją. Trzymał coś, co musiało być jelitami. Ostrzem sztyletu odciął kawałek. Wstał i niosąc flaki podszedł do Zeyfara. Wcisnął mu w dłoń kawałek jelita i paskudnym uśmiechem powiedział.
- Masz, druhu, byś nie musiał grzebać przy zwłokach jak my! - po tych słowach zaśmiał się jak psychopata.
Hagmar:
-Domenic szedł w tamtą stronę, chcesz to idź i zobacz czy aby wozu miodu nie znalazł. Elf podszedł do kociołka i nalał strawy.
-Buehehehe.
Anette Du'Monteau:
Zeyfar się jedynie zaśmiał i spojrzał na Zelerisa. Szybko ruchem wrzucił mu kawałek jelita za szatę. Tobie się bardziej przyda dodatkowe jak chcesz strawić ładnie te wszystkie ciała. - odparł ucieszony mauren.
Gdy Zeyfar usłyszał dziwny śmiech dowódcy nie wiedział o co chodzi. Czyżby komandor miał jakieś niecne plany odnośnie jego potrawy? -Eee, sir, dobrze się czujesz? Czemuś miał służyć twój śmiech?
Eric:
Diomedes zastosował się do rady Aragorna i poszedł szukać Domenica. Zbliżył się do fortecy podziwiając jej majestat. Teraz fort ów należał do nich. Rozglądnął się za krasnoludem, jednak jakoś nie mógł go wypatrzyć. Zakrzyknął więc głośno
- DOMENICU!!! GDZIEÂŚ JEST?!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej