Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnice Starożytnych IV - Klucz ÂŻycia
Mogul:
Chłopak rozejrzał się, na wprost niego uciekał jeden ze zgromadzenia. Co dziwne nie miał miecza. Zabicie go bedzie tylko drobnostką. I tak się stało. Chłopak doskoczył do niego i walnął nogą z całej siły w brzuch. Ten upadł zwijając się z bólu. Krótkie pchnięcie mieczem zakończyło jego cierpienie. Niestety chwila nieuwagi zbliżyła do chłopaka niebezpiecznie kolejnego wroga który tym razem był uzbrojony. Zamachnął się z rozpędu co jednak było złym pomysłem. Chłopak zrobił unik w bok podstawiając nogę wrogowi. Chłopak zaśmiał się szyderczo. Wróg padł na pobliskie truchło swojego niedawnego sojusznika. Nic dziwnego że ucieka jak nawet zatrzymać się nie potrafi w walce pomyślał. Chłopak uderzył od góry lecz ten zablokował. Chłopak naparł z całej siły wiedząc że tamten da za wygraną i puści blok. Tak się stało. Broń wbiła się w czaszkę wroga. Krew i nieznane kawałki ciała prysnęły mu na twarz...
10/75
Patty:
Następny przeciwnik, widząc moją ponurą, na wpół zakrwawioną twarz wyraźnie przystanął, nim mnie zaatakował. Wykorzystałam to i natarłam na niego, uderzając z dołu. Ten sparował, uskakując. Zaczęłam atakować, spychając go do tyłu. Nie nadążał, ruchy stawały się coraz wolniejsze, mniej pewne. Wykręciłam dłoń, końcem miecza wytrącając broń wroga, przy okazji raniąc go lekko. Bezbronny wojownik przez chwilę stał oniemiały. Wykorzystałam to, rąbiąc go z całej siły przez twarz. Klinga przejechała po oczach, momentalnie go oślepiając. Krzycząc, upadł na ziemię, wijąc się z bólu. Odetchnęłam, starłam z twarzy deszczówkę, gdy zaatakował następny. Nie mając czasu na parowanie, wykonałam szybki piruet, składając paradę na plecy. Ostrza uderzyły o siebie, ratując mi życie. Wylądowałam, tnąc z boku, kolczuga wytrzymała cios. Ten był silniejszy, dużo większy niż poprzedni. Nie próbowałam parować, przetoczyłam się dwa razy w tył, znajdując się w bezpiecznej odległości od wroga. Wtedy zwinęłam się i cisnęłam potężnie mieczem. Obracając się w locie, brzeszczot wbił się w klatkę piersiową przeciwnika, nieco na prawo od serca. Momentalnie doskoczyłam i wyrwałam ostrze, uważając na następnych wrogów.
Wojownicy zgromadzenia - 8/75
Eric:
Wyczerpany Diomedes nie miał już wielu sił do walki. Całe jego ciało było pokryte ciemnoczerwoną posoką. Szedł wodząc mieczem po ziemi. Nagle ujrzał samotnego wojownika. Wezbrał w sobie ostatnie siły jakie mu jeszcze pozostały i w miarę szybko dopadł do zgromadzeniowca. Tym razem nie tracił czasu na wolne rozpoznanie umiejętności przeciwnika. Szybko w skoku natarł na niego od góry. Jak się spodziewał - przeciwnik zblokował uderzenie trzymając miecz w wyprostowanej ręce. Diomedes sprowadził krzyżujące się miecze nisko, na poziom brzucha po czym odbił broń przeciwnika i dosadnym kopniakiem powalił go na ziemię. Nim ten zdążył uczynić cokolwiek w swojej obronie, miecz Diomedesa już przebijał jego szyję na wylot.
Wojownicy zgromadzenia - 7/75
Mogul:
Albo za sprawą zmęczenia, albo za sprawą końca bitwy wszystko jakby ucichło. Jednak po chwili Ocian zdał sobie sprawę że zmęczenie to nie to, przecież niedawno wypił krew która zregenerowała ciało dając zastrzyk energii. Koniec jest bliski... Chłopak podbiegł do jednego z ostatnich uciekinierów i zdał cios w prawe udo. Było oczywiste że wróg zdąży zablokować więc chłopak wykonał obrót u ciął w lewy bok. Wojak nie zdążył tym razem zablokować. więc został trafiony. Upuścił broń i próbował resztkami sił uciec od chłopca. Nie udało mu się ponieważ Ocian doskoczył do niego trafiając śmiertelnie...
Wojownik zgromadzenia - 6/75
Vitnir:
W stronę wampira biegł kolejny, wiedział, że czeka go walka. Aerandir zdziwił się na myśl, że nie będzie musiał tym razem atakować, miecz przeciwnika powędrował z góry, wampir szybko podniósł miecz parując uderzenie. Przeciwnik uderzył z całej siły ciałem w wampira, który wpadł na korzeń w podłożu, wtedy też nadbiegł kolejny atak. Aerandir uniósł miecz, lecz sytuacja w której starał się odzyskać równowagę skończyła się wybiciem miecza. Wampir odzyskał równowagę i odskoczył w tył, teraz za broń musiał przyjąć spryt. Podbiegł z lewej strony, lecz wojownik zamachnął mieczem, odgradzając drogę do miecza leżącego tuż pod nogami przeciwnika. Aerandir podszedł na odległość miecza przeciwnika, ten zaatakował zza głowy, wampir przechwycił dłoń przeciwnika, trzymał za obie ręce przeciwnika szamotając się z nim. Aerandir rozciągnął ręce najdalej jak mógł, by oddalić miecz i uderzył z główki przeciwnika, który odchylił głowę. Wampir wykorzystał moment aby wbić swoje kły w szyje przeciwnika. Gdy wyssał wystarczającą ilość podniósł swój miecz z ziemi. Czkając na następnych uciekinierów.
Wojownik zgromadzenia - 5/75
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej