Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnice Starożytnych IV - Klucz ÂŻycia
Hagmar:
-Skoro wszyscy wiedzą co i jak, kompania wymarsz! Rzekł elf wsiadając na konia.
Hagnar Wildschwein:
-Que?- zapytał krasnolud kiedy zbliżył się do niego Diomedes. Jego uśmiech świadczył o pomyślności. Ocian żył, pierwsza opcja odpadała. Bimber się skończył, wszak Domenic wiedział o tym najlepiej. Nie słychać było krzyku mordowanych ani gwałconych, szczególnie ciche gwałty i gwałty pośmiertne odpadały, gdyż Zleris Flamel był w pobliżu. Pozostawała jedna opcja... Aragorn zdradził ją bezbłędnie.
Elrond Ñoldor:
- Czas zasmakować krwi zwierzyny... - syknął Nikolai.
Ruszył razem z innymi pobratymcami i kompanami w kierunku lasku w którym pojawią się pierwsi uciekinierzy, którzy, jak to sobie wyobraził Niko, zaczną od razu uciekać widząc brodacza w krwawym szale.
Eric:
Diomedes podążył za kompanią. Czekała go kolejna walka - trudniejsza, bardziej niebezpieczna i wyczerpująca. Jednakże miał u swego boku krasnoluda - Domenica. Zdążył go polubić i zdobyć do niego zaufanie. Reszta kompanii również wydawała się mężczyźnie godna zaufania. Spojrzał przed siebie przenikliwym wzrokiem. Uniósł wzrok, spoglądając w niebo i wykonał głęboki oddech. Nie było odwrotu. Nawet jeśli by był to Diomedes i tak by z niego nie skorzystał. W końcu otrzymał to czego pragnął - wspaniałą kompanię u boku której nawet najbardziej niebezpieczne przygody będą błahostką. Uśmiechnął się w duchu i ruszył przed siebie.
Hagnar Wildschwein:
-Tam muszą mieć piwo...- rzucił w przestrzeń krasnolud i podniósł się ze sterty skrzyń na której siedział i rozluźniał troki na tyle, aby pasowały na jego rękę. Splunął jeszcze, będąc już poza obozem, aby przekląć ziemię niczyją i dołączył do Yarpena ciągnącego w forpoczcie.
-Niecha jedna głowa myśli...- zasalutował jeszcze i skinął Yarpenowi na znak, że oddaje się pod rozkazy.
-Nihil est victoria dulcis!- i zniknął w morzu stali.
Zostawcie coś. Wypiję wasze zdrowie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej