Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zemsty smak
Elrond Ñoldor:
- Nie jesteś wampirem. Użyłeś metamorfozy, by upodobnić się do Gunsesa, miotałeś mutantami, a teraz ich utrzymujesz w ryzach dzięki Psionice. Idą do Ciebie bo to je ty stworzyłeś. Ale nie to Ciebie zdradziło. Wiesz? Wampir podświadomie wie, że jest rasą wyższą od ludzkiej, a stwierdzenie, że jesteśmy ich niewolnikami, nawet nie przeszło by naszemu ojcu przez gardło.
Zawsze starałem się patrzeć na świat z każdej perspektywy, więc spojrzę też i z tej, w której uwierzyłbym Ci. Nie jesteśmy niewolnikami ludzi, jesteśmy obrońcami, raz niższych. Wolę pozostać w cieniu, niż przyłączyć się do twoich urojonych ambicji o nowej erze i innych dyrdymałach. Nawet jeśli to ty miałbyś dokonać mojej przemiany - odpowiedział Nikolai, a na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmiech.
Gunses:
- A więc żadne z was nie jest godne stanąć po mej prawicy. Wstyd mi za was... Jak rozumiecie, nie mogę pozostawić światków. Jesteście zbyt wiarygodni. Wasze języki mogłyby pokrzyżować me plany. Musicie więc zginąć. Wybraliście taką drogę. Wasza śmierć będzie niczym. Nikt o niej nie usłyszy. Nikt jej nie zauważy. Wschodzące słońce spali was na popiół i ślad po was zaginie. A ja dokonam tego czego dokonać trzeba. Jak mówiłem, jestem stwórcą waszego nadchodzącego końca. Widać dla was, koniec nadszedł szybciej niż dla innych - założył rękawice i maskę, jego głos znów się zmienił. Powrócił do poprzedniego, sprzed zdjęcia maski - Mógłbym was rozerwać samym ruchem brwi. Posiadłem Moc jaką chciałem się z wami podzielić. Wy jej nie przyjęliście. Jesteście więc w mych oczach skalani, a ja nie mam zamiaru brudzić sobie rąk krwią skalanych. Waszą krwią... Bierzcie ich! - rozkazał mutantom. Ocalała trójka rzuciła się na was w mgnieniu oka. Natomiast Strażnik Równowagi odszedł spokojnym wolnym krokiem w stronę lasu. Po przejściu kilkunastu metrów, kiedy wy walczyliście już z mutantami, bo walki nie dało się uniknąć, zza jednego z drzew wyszedł do Strażnika mężczyzna. Był... intrygujący.
3x
Nazwa:
Wampirzy mutant
Jest to przeciwnik, którego nie znacie. Nie podam wam statystyk tego przeciwnika, ponieważ nigdy wcześniej się z nim nie spotkaliście. Czyli odwrotność bestii z bestiariusza. Możliwości przeciwników musicie sami oszacować po wszystkich informacjach jakie podałem wam w ciągu całej wyprawy. Jak coś, to pomogę.
Elrond Ñoldor:
Nikolai cały czas trzymał w dłoni miecz. Teraz gdy postać odeszła, a trawa miała zabarwić się krwią mutantów, ostrze ułożyło się automatycznie w wyuczonej setkami godzin treningów, pozie.
Mutant, który był najbliżej Wampira ruszył od razu do ataku. Odległość, jaka dzieliła go od Nieśmiertelnego , a było to kilkanaście metrów, przebył w jednym potężnym susie. Nikolai widział już ten atak, toteż nie był zaskoczony. W momencie gdy mięśnie przeciwnika naginały się do skoku, Wampir miał już ułożony plan działania. A gdy mutant był już w powietrzu, Wampir dopiero odsunął się na bok, a ofiara w locie nie mogła już nic zrobić, tylko oberwać. Nikolai ciął płasko, wzdłuż wyciągniętych szponów, boku, ud, robiąc jak największe szkody. Mutant wylądował robiąc fikołka, a składając się do kolejnego ataku, zawył przeraźliwie.
Nikolai nie czekał na kolejny atak, tylko sam zaatakował. Ciął od góry, jeszcze w momencie, gdy jego przeciwnik zszokowany nieudanym atakiem, starał się wykombinować jak będzie wyglądał kolejny. Nie dane było mu długo czekać, gdyż ostrze szybko szybowało w duł. Nagie dłonie nie mogły zapewnić jakiejkolwiek osłony, toteż mutant jakimś cudem, w ostatnim momencie odskoczył tracąc równowagę i Wampira z oczu.
I właśnie w tym momencie Nikolai zniknął. Stał się niewidzialny, ale nadal stał tam gdzie stał. Niech chciał mącić powietrza, ani ziemi na której stał. Czekał aż zdezorientowana ofiara ustanie nieruchomo. A gdy tak się stało, Nieśmiertelny, nadal niewidzialny, lekko wyskoczył w powietrzu, zrobił salto i lądując za plecami mutanta, uderzył z całym impetem w czaszkę wroga. Był widzialny ale to było bez znaczenia. Wyszarpał szybko ostrze, zamachnął się płasko i ciął mocno odrąbując głowę przeciwnikowi.
Znowu stał się niewidzialny, zanim którykolwiek z dwójki mutantów, zdążyłby go zaatakować.
Mogul:
Chłopak był zdezorientowany całą sytuacją. Chociaż nadal wątpił w fakt że tajemniczą postacią jest Gunses, jego słowa bolały i dziwiły. Jeśli to prawdziwy on to co teraz będzie? Najpierw udawali renegatów a teraz nimi się staną? Ta wizja i wizja nowego świata Gunsesa przerażały go. Ocian był niechętny wobec ludzi ale nie chciał ich wszystkich zniszczyć. Ocian miał małą nadzieję że to nie jest ich ojciec. ÂŻe to jest sztuczka kogoś kto złorzeczy całej rasie wampirów i Gunsesowi. Ale kto mógłby to robić? Przemyślenia chłopaka przerwał jeden z mutantów ktory zaatakował pazurami. Cios był wycelowany w twarz. Chłopak zareagował odrobinkę za późno. Ocian starał się zrobić unik lecz dostał w polik. Rana ktora przechodziła od prawego kącika ust do ucha zapłonęła bólem. Chłopak odsunął się od przeciwnika na bezpieczną odległość i wyciągnął broń. Wróg zbliżył się ponownie i próbował zaatakować pazurem. Chłopak wiedział że mutant musi być bardzo blisko niego by zadać cios więc Ocian uskoczył w tył i ciął mieczem. Mutant był bardzo zwinny więc spokonie zrobił unik. Znów rzucił się z pazurami. Chłopak nie mając wyjścia znów uskoczył. Po tym od razu zrobił krok do przodu i pchnął mieczem w przeciwnika ktory znów się na niego rzucił. Ocian wycelował w serce lecz trafił trochę niżej. Potwór zawył niemiłosiernie i odskoczył. Chłopak wykorzystał to i rzucił się na rannego. Ciął dołem. Na torsie mutanta pojawiła się czerwona linia. W szale i w bólu potwór rzucil się na chlopaka. To był błąd ponieważ Ocian ciął prostopadle pozbawiając przeciwnika głowy podobnie jak to zrobił Nikolai. Był to najskutecznieszy sposób zabicia wampira.
Gunses:
Walczycie. Został ostatni już Wampir do zabicia. Do waszych uszy dochodzą grzmoty w górze. Nadciąga letnia burza. Mroki raz po raz rozświetlane są blaskiem błyskawic. Do waszych uszu dochodzi również szept...
- Maeldur e Haoi Oariul! - powiedział nowo przybyły mężczyzna do Strażnika Równowagi. Zamaskowany skinął mu głową na znak przywitania
- Maieth? Saenth Nurnen?
- Odhe - rzekł zamaskowany.
- Ui dhaua thoer Saenth Nurnen!
- Thae. Maieth Nithlia pledho feo, Athlia edan. Vomnen edan, Saenth Nurnen pinac, a Saenth Ela aregh efauo fagadh. - odrzekł zamaskowany. Przybysz się uciszył...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej