Peanut skinął posłusznie głową na słowa Gunsesa po czym oddalił się w stronę karczmy. Drogę przebył wyjątkowo szybko, gdyż rozmyślając o ostatniej bitwie i o doświadczeniu, którego mu niewątpliwie rośnie "w oczach" wraz z każdą kolejną walką, ani się obejżał, a stał już w progu oberży. Gdy wszedł do środka od razu skierował się do karczmarza który o dziwo nie ścierał stołu, ani nie zamiatał podłogi, a siedział na krześle i czytał jakąś - wnioskując po przepełnionej do bólu fascynacją pomieszaną z zaskoczeniem, a zarazem ciekawością - fascynującą, zaskakującą oraz niewątpliwie ciekawą książkę. Po okładce Kruk zorientował się, że była to książka kucharska, lub coś na ten kształt.
- Witaj! Zagadnął Peanut na tyle głośno by oderwać karczmarza ode lektury. - Podaj piwo karczmarzu, jeśliś łaskaw, i przygotuj pokój na noc. Rzekł otwierając szeroko usta, tak by wszystkie słowa były zrozumiałe. Z twarzy karczmarza, na której malowała się bezdenna głupota wyczytał, że może kilku nie zrozumieć. Aż dziw brał, że on w ogóle umie czytać. - A najlepiej kilka pokoi - możesz się spodziewać jeszcze kilku gości. Dodał, zanim gospodarz zdążył otworzyć usta.
- Hrabia Cadacus kazał przekazać, iż cały dług ureguluje osobiście.
Zanim oberżysta zdążył cokolwiek powiedzieć Peanut czmychnął sprzed lady do najdalszego kąta w gospodzie. Nie chciał wdawać się w dyskusję z tym człowiekiem, gdyż intuicja mu podpowiadała, że nie prowadzi to do niczego dobrego.