Tereny Valfden > Dział Wypraw

Mądrość i Prawda

<< < (32/74) > >>

Gunses:
Gunses spojrzał na swój szpon, który właśnie przed chwilą rozerwał czaszkę jednego z bandytów na dwoje. Gunses nie znał do końca mocy, jaką władał. Dla niego jego szpon był alternatywą dla kalectwa. Alternatywą, którą wybrałby sam. Alternatywą, którą wybrano za niego. Gunses był zadowolony z decyzji swych dzieci. Szpon chodź iście szpetny był jednak nadal ręką Wampira. Ręką, która okazała się być zabójczym narzędziem mordu. Wampir wrócił na pole bitwy. Zabić, jak najszybciej zabić i ratować to, co może strawić płomień. Gunses ruszył wolnym krokiem w kierunku dworu. Syk naciąganej cięciwy. Kątem oka Wampir dostrzegł łucznika, mierzącego w Wampira grotem strzały. ÂŁucznik stał 20 metrów od Wampira, za rogiem jednego z budynków, którego ogień jak na razie oszczędzał. Przymiarka, wyznaczenie celu, bezruch, bezdech... Szczęk cięciwy. Syk przecinanego powietrza. Uśmiech bandyty. Widok perfekcyjnego strzału. Szczęk metalu. Wbicie strzały w ziemię. Tężejące rysy twarzy bandyty. Gunses niewyobrażalnym dla człowieka wygięciem ramienia i przegubów błyskawicznym, niemal zamazującym się ruchem odbił strzałę, zmuszając ją do zmiany kursu i wbicia w zmarzlinę. Wampir nie czekał. Stojąc wybił się lekko do góry. W swym jednym skoku przeleciał dwadzieścia metrów. Będąc na szczycie prze sekundę poczuł delikatne igiełki na twarzy. Słońce. Gunses zlądował przy zdezorientowanym bandycie. Uderzenie miecza było równie szybkie co zabójcze. Ostrze tnąc skórę i mięśnie rozorało szyję i kark człowieka od początku żuchwy po przeciwny obojczyk. Bandyta padł martwy.
Gunses odwrócił się czując ruch powietrza. Jego reakcja była wolniejsza o tysięczne sekundy niż wcześniej. Budził się dzień. Jednakże to tylko tysięczne sekundy. Cóż to jest w porównaniu z człowiekiem. Bandyta zamachnął się mieczem w mocnym i płaskim, potężnym uderzeniu w kark. Cadacus odruchowo zrobił blok lewostronny. Zawsze go używał, aby prawą ręką i będącym w niej mieczem zadać śmiercionośny cios. Tym razem Gunses nie miał miecza w lewej dłoni. Widząc spadający na nią miecz zastanawiał się czemu tak krótko dane mu było korzystać z nowej dłoni. Efekt przerósł oczekiwania Wampira. Ostrze odbiło się od szponu z dziwnie głuchym dźwiękiem. Siła i impet uderzenie przeniosły się na bandytę. Wampir usłyszał charakterystyczne trzaski, tak naturalne dla pękających kości i wrzask, tak naturalny dla człowieka odczuwającego ból. Wampir był wspaniałomyślny. Potężnym uderzeniem miecza od dołu w podstawę czaszki zakończył cierpienia bandyty.

18/4/25

Odbijanie pocisków

Hagmar:
Elf podziwiał kunszt walki Cadacusa, szybkość i nie zwykła precyzja. Aragorn wolał jednak walkę na dystans, nałożył dwie strzały na cięciwę przystawiając łuk do oka celując w dwójkę bandytów. W powietrzu rozległ się świst zluzowanej cięciwy, odgłos słyszalny tylko dla strzelca. Sekundę później jedna z strzał utkwiła w piersi bandyty, druga trafiła w bok prawdopodobnie uszkadzając płuco.

Gunses:
Wampir oparł się plecami o mur budynku. Mur był ciepły. Ogień trawił i palił wszystko co znalazło się na jego drodze. Rozejrzał się. Obok niego, pod murem stały sągi drewna, siekiera, piła. Domownicy przygotowywali się do zimy. Przygotowywali opał, aby ciepło ognia ogrzewało mury ich dworu. Nie przypuszczali, jak ogień może na prawdę rozgrzać... Gunses wbił mecz w jedną z bali po czym założył na głowę i zawiązał rzemienie maski, tworząc nieprzebitą kurtynę dla słońce. Wyciągnął zza pasa rękawicę. teraz już tylko jedną. Kiedyś te czarne i długie do łokcia rękawice, stworzone z alistru i skóry zdobiły obie dłonie Wampira. Kiedy... Teraz lewą dłoń zdobił szpon. Taki obcy. Taki inny. Taki szpetny. Ale taki swój, naturalny i potężny. Gunses naciągnął więc samotną rękawicę na prawą dłoń. Ujął doń miecze. Wampir osobiście pokrywał rękojeść skórą bazyliszków i rzemieniami, mającymi co 2,5 cm supeł. Rękawica nawet jeśli pokryta rosą czy wodą nie miała prawa ślizgać się na rękojeści, a to dawało wielką przewagę Wampirowi. Gunses wyszedł na pole bitwy, pośród pogorzeliska widział horror, dramat, istne piekło. Widział jakoby energię uchodzącą z martwych ciał. Często była czarniejsza niż smoła. Była formą dymu o ludzkich kształtach. Wiele z nich pokrywał ogień. Wiele było w okowach. Gunses pamiętał co mówił Isentor, a mówił iż Wampir może teraz dostrzegać świat astralny, świat duchów i zjaw. I teraz to widział. Duchy bandytów, te czarne zmory zapadały się pod ziemię. Z wielkim krzykiem i przerażeniem. Niektóre próbowały uciekać, te płonące. Ale w ślad za nimi rzucały się chmary czarnych wygłodniałych psów. Psów, które szarpały i rozdzierały dusze, które zadawały jej nieustający ból. Czuć było od nich moc pana świata zmarłych. Rasher. To jego wysłannikami były owe upiorne psy, które miały zatrzymać i przytargać potępioną duszę przed jego oblicze. Gunses do tej pory nie widział podobnych scen. Wiedział jednak, że bestie te, nie widoczne dla innych ani nie widzące same żywych, dopóty nie są groźne, dopóki nie ukażą się jawnie w naszym realnym świecie żywych. Gunses, choć połączony szponem z astralnym światem był częścią żywego świata, nie był więc otwarcie narażony na atak istot astralnych, póki te istniały tylko w swym świecie. Czyżby?

Wampir szedł dalej. Liczba bandytów drastycznie zmalała. Gunses kroczył dalej. Tuż przed nim twarzą do ziemi leżał człowiek z przestraszonym strzałą płucem.
- Strzała Aragorna - rzekł cicho Wampir - Dobry strzał. Powolna i bolesna śmierć - rzekł niekryjący zadowolenia ze strzału kompana stojącego gdzieś tam, daleko na wzgórzu. Bandyta grzebał w ziemi zaciskając i prostując palce. Łkał z twarzą w trawie. Wampir obracał miecz w dłoni. Nie patrząc na człowieka obok skierował miecz ostrzem w dół i przyklękując na kolano wbił ostrze po połowę w serce człowieka. Przekręcił. Człowiek skonał. Jednocześnie czarne upiorne psy dostrzegły nowego zmarłego i rzuciły się w pościg za jego duszą, która chciała oszukać swój los i uciec przed męką. Wampir nie oglądał się za siebie, gdy demoniczne psy przebiegały obok niego. Usłyszał tylko mentalny krzyk rozszarpywanego ducha. Wampir skoncentrował się na świecie realnym, tamten drugi zagłuszył w sobie. Na placu pozostali bandyci. Jeden z nich, oszalały i zdekoncentrowany rzucił się w szaleństwie w stronę Cadacusa. Nieśmiertelny widział strach i łzy w oczach człowieka. Wiedział, że tamten pogodził się ze swym losem. Atak rozdygotanych rąk, drżący miecz, chybiony cios. Wampir nie popełnił takiego błędu Odwrócił się w przeciwnym piruecie. Ciął szybko i delikatnie. Pod ucho. W tętnice. Krew rozlała się po ziemi. Oczy bandyty gasły długo...


21/4/25

Anv:
Anvarunis szedł powoli w stronę jednego z bandytów. Zostało ich niewielu, z pewności morale ich spadły ogromnie. Wiedzieli, że nie mają szans z tak potężną grupą. Wspaniali łucznicy, wampiry i człowiek-bestia. Idąc tak wykrzyczał.
- Iaishosh Huushar, Ipush Grish Izqiysh - w dłoniach mężczyzny zaczęła kumulować się energia. Po chwili przybrała kształt kuli pełnej małych wyładowań elektrycznych. Gdy przybrała odpowiednio na sile, Anv cisnął nią w jednego z przeciwników. Aby zapobiec niecelności, doprowadził pocisk za pomocą telekinezy. Pocisk uderzył w ciało bandyty uwalniając moc wyładowań. Praktycznie natychmiast spowodowały śmierć przez wypalenie i zwęglenie. Dzięki swym zdolnościom, młodzieniec, była w stanie zobaczyć, duszę uchodzącą z ciała zmarłego. Nie mógł jednak zbyt długo rozkoszować się widokiem. Kolejny napastnik biegł wprost na zapatrzonego Anva. W ostatniej chwili zablokował cios demonicznym ramieniem. Widok zdziwienia na twarzy atakującego był dla Anvarunisa niesamowity. Kto przecież mógłby się spodziewać, że ręka wytrzyma tak silne cięcie. Poza lekkim rozerwaniem rękawicy, nic się jednak nie stało. Korzystając z idealnej okazji, Anv pchnął mieczem, który trzymał w prawej ręce w brzuch napastnika. Ten zaczął zwijać się z bólu. Skracając jego męki, Kruk wbił miecz iście finezyjnym sposobem w czaszkę rannego.
Piorun Kulisty - Lindangol
23/2/25

Szarleǰ:
- Chyba już wszyscy.  Rzekł, samemu nie wiedząc do kogo.
- Chętnie wrócił bym do karczmy i wypił z krasnoludem trochę miodu, albo piwa, ale... decyzja należy do ciebie Gordianie. Co teraz? Zapytał, a w jego głosie zabrzmiała nutka nadziei. Wyglądał na zmęczonego po walce.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej