Tereny Valfden > Dział Wypraw

Mądrość i Prawda

<< < (29/74) > >>

Hagmar:
Elf szarpnął za lejce zatrzymując konia. ÂŚciągnął łuk z pleców, na cięciwę nałożył trzy strzały wycelował i strzelił. Pierwszy pocisk trafił bandytę w serce, padł martwy na ziemię. Drugi oberwał w udo, strzała utkwiła milimetry od tętnicy. Trzeci dostał w płuco, padł powoli konając.

Gunses:
//Ale pomoże wam krew Wampirów :]

Wampir gdy tylko zobaczył podejrzanych mężczyzn stał się niewidzialny. Pod kurtyną nicości ruszył konia silnymi szturchnięciami. Zmusił klacz do karkołomnego cwału. Bandyci widząc samotnego oszalałego konia nie zwrócili na niego większej uwagi. Do czasu, kiedy lejce konia silnie targnęły klaczą w prawo, a nicość zabiła Bandytę. Niewidzialny Gunses zwisając z prawej strony konia, w uderzenie mieczem włożył swą całą siłę. Efektem było oderwanie głowy, która poszybowała na kilkanaście metrów w górę oraz porwanie reszty ciała na dziesięć metrów w tył.
W tym samym czasie niewidzialność Gunsesa rozproszyła się. Wampir wyhamował konia, który zarył kopytami w ziemię. Cadacus zeskoczył z klaczy, wyszarpnął drugi miecz. Podbiegający mężczyzna nie miał szans. Wampir zablokował wysoko wzniesiony do ataku miecz, swym drugim Siewcą ÂŚmierci rozpłatał twarz mężczyzny na dwoje...

//Gordianie, będziesz dawał statystyki zabitych?
//Zabiłem dwóch.

Anv:
Anvarunis szybko zszedł z konia. Po części dlatego, że nie chciał narażać zwierzęcia, lecz i dlatego, że niezbyt przepadał za walką z siodła. Stojąc na własnych nogach miał większe możliwości manewru. Stojąc tak wystawił przed siebie demoniczną rękę, wciąż osłoniętą rękawicą i zaczął koncentrować się. Wydobył odpowiednią ilość energii magicznej i wypowiedział inkantację zaklęcia:
 - Ishuoshan - w tym samym momencie, w górnych partiach atmosfery wywołane zostało tarcie. W powietrzu wręcz czuć było owe napięcie. Każdy zdawał sobie sprawę z nadchodzącego wybuchu, lub czegokolwiek, co pozwoliłoby na ujście takiej ilości energii. Po chwili Anv wskazał dłonią grupkę bandytów, uważając na Gunsesa aby nie spowodować obrażeń na nim samym, a grom uderzył własnie w to miejsce. Jedna z postaci zginęła natychmiast z powodu obrażeń i zwęglenia ciała. Pobliscy mu członkowie szajki zostali ogłuszeni hukiem jaki rozległ się podczas całego wydarzenia.
Koncentracja; Grom - Lindangol
//zabiłem jednego
+ pobliscy mu ludzie w zasięgu 15 metrów ogłuszeni (decyzja MG ilu ich tam było, może żadnego.)

Hagnar Wildschwein:
  -Stawaj waść pod karczmą!- zakomenderował krasnolud do woźnicy, który z radością powitał postój. Okrojony pochód zadokował przy drewnianej oberży. Osłonięta pasem drzew z jednej strony i ściętymi balami przywodziła na myśl te przystanie, z opowieści podróżników do odległych krain, gdzie poszukiwacze przygód pławili się w łupach i krwi zwyciężonych. Czekaj, psia mać, chory umyśle... przecież to my opowiadamy o takich karczmach zaśmiał się w myślach krasnolud, a że krzynkę podpity był śmiech jego przeniósł się na rzeczywistość. Z budynku biły światła, jak przystało na zajazd przydrożny. Domenic, już kiedy zeskoczył z wozu, parsknął, niczym koń, który stał obok, z widoczną ulgą. Rozkazał rozkulbaczyć konie, które szły w pochodzie do karczmy, a wóz odstawić na bok. Kilku grzejących się w niewielkiej stajni pachołków rzuciło się szybko do pomocy przy zwierzętach i wozie przybyszów, woźnica został z nimi, nie tylko by mieć oko na chłystków, ale i by dopilnować, by wszystko było w jak najlepszym porządku.
-Właściciel w środku?- zapytał Domenic patrząc na jednego z pomocników. Odpowiedziało mu skinienie przemarzniętej twarzy. Mogliby po prawdzie w środku siedzieć, bo psia mać wyglądają jak wuj Zelgren po miesiącu chlania pomyślał otwierając drzwi do przybytku karczmy.
  

Vitnir:
Aerandir wyciągnął miecz i ruszył na oszołomionego przez maga bandytę, wampir poprowadził konia by ściąć bandycie głowę prawą ręką, przeciwnik nie zdążył podnieść miecza, gdy jeździec poderżnął mu gardło, bandyta bezwładnie padł na ziemie. Jeździec wolał zostawić swojego wierzchowca zdala od walki, by nie stracić go. Po ścięciu zatoczył koło i zostawił konia parę metrów za towarzyszami. Wampir obrał za cel kolejnego, okoliczności dawały mu możliwość wykorzystania swoich wampirzych umiejętności. Podbiegł do celu zadając cios, bandyta sparował uderzenie, po czym szybko wyprowadził kontratak, który wampir zwinnie uniknął. Aerandir poszedł za przykładem i również zrobił to samo, bandyta nie dał się ugodzić i odskoczył od uderzenia, lecz końcówka ostrza wampira drasnęła jego zbroje, co przykuło na moment jego wzrok. Wampir chciał wykorzystać chwilowe zawahanie i wykonał cios z góry, sekunda dłuższego wahania skończyłaby się ugodzeniem człowieka, ten jednak podniósł miecz blokują atak, miecze się skrzyżowały wydając metaliczny trzask. Rękojeści obu mieczy były przed twarzami wojowników, wampir wykonał pierwszy ruch, by przerwać zmagania i uderzył rękojeścią w nos bandyty, który odchylił się do tyłu, tym razem Aerandir nie miał zamiaru czekać ani chwili i zadał pchnięcie w krtań, przeciwnik padł na ziemie krztuszą się krwią. Wampir odbiegł nieco dalej w stronę swoich towarzyszy, by nikt nie zaatakował go od tyłu.

//Zabiłem dwóch

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej