Tereny Valfden > Dział Wypraw
Co to było?
Grison:
Wieśniak najwidoczniej obruszył się straszliwie po chwili cichego namysłu. Wtem wyleciał z chałupy jak strzała niosąc w jednej dłoni dzban z bimbrem i kubkiem założonym na szyjce, zaś w drugiej kij.
Hakim zatrzymał się na rogu chałupy ze skupieniem i wyrazem twarzy godnym idioty oglądając sie dookoła czy aby Altair nie zełgał. Zaraz po tym podbiegł do magika.
- Wybaczenia prosim, wielmożny mości wybawicielu. Pocieszycielu strapionych. I wojaku szlachetny co nigdy sromu nie zaznał! Zląkł em sie straszliwie, czy aby upiór piekielny, tfu psia jego mać wielmoża żywota nie pozbawił i za niego sie sztuczkami jakimi czarcimi nie podszywa. Ale widze, że wsio w porządku i bimberku chlusnąć raczy.
Altair:
Altair bez słowa, ciągle opierając się o drzewo wyrwał wieśniakowi dzban i nachylił do ust. Zachłysnął się, klnąc, ale poczuł się żywiej.
- Skaranie boskie - rzekł - dobrze, wybaczam wam, waćpanie wasz brak odwagi i odwołuję wcześniejsze słowa, ale musiałem was zmusić do wyjścia.
ÂŁyknął jeszcze raz i podał Hakimowi rękę, by pomógł mu wstać. Stanąwszy na nogi gwałtownie się zgiął. Oczy mu załzawiły, chwycił się za nos. Po chwili spojrzał na dłoń - całą umoczoną we krwi. ÂŚcisnął nos powyżej nozdrzy i fuknął, by wyrzucić ostatki krwi. Wskazał wieśniakowi miecz leżący na ziemi.
- Podajcie - wydał krótką komendę. Hakim wyraźnie skonsternowany nie wiedział co powiedzieć. Patrzył wytrzeszczonymi ślepiami to na wojownika, to na las z nadzieją, że nic nie pojawi się w zasięgu wzroku. - Niepotrzebnieście się martwili - mówił ze spokojem odbierając miecz - dzielny Mścisław stawił czoło upiorowi i po heroicznej, okupionej krwią walce pokonał poczwarę, która powróciła skąd przybyła, do głębi czeluści piekielnej! - w jego oczach zapłonął żar. Naprawdę był z siebie dumny. - Powróćmy do chaty, a i ty, wieśniaku strudzony, napij się za me wspaniałe zwycięstwo.
Wrócili pod dom. Altair już miał rozpoczynać temat zapłaty...
Grison:
Wieśniak nadal zaniepokojony patrzył w około. Nic jednak nie dostrzegał w ciemnościach.
- A cielsko martwe, poczwary to gdzieście zostawili mości wielmożu? Choćby z daleka popatrzeć bym chciał, bo z bliska to diabelstwo jaki urok jeszcze gotowe zza grobu rzucić.
Altair:
Altair uśmiechnął się paskudnie.
- ÂŚmiało, idźcie w las. Padł tam pewnie gdzieś parędziesiąt kroków od miejsca gdzie mnie znaleźliście - wojownik zmienił ton rozmowy - podejdzie, śmiało, niechaj was opęta jego duch nieczysty. Rozum niechaj wam odbierze, czy coś takiego. Na moich oczach nie padł, a sam mnie ten widok nie interesuje. Chociaż pewnie i tak fizycznie już na tym świecie nie zostaje, w sumie sam nie ma stałego ciała, przenika przez ściany i mieczem go nie ugodzę. Więc i zapewne zwłok nie ma. A jeśli są, to nie radzę się do nich zbliżać.
Altair sam nie wiedział, czy kłamie, czy mówi prawdę. Popatrzył z surowym, kamiennym wyrazem twarzy prosto w oczy rolnika. Zmarszczył brwi i przymrużył powieki, tak, by samo jego spojrzenie sparaliżowało chłopa ze strachu.
- O zapłacie jeszcze nie rozmawialiśmy.
Użył tonu, który nigdy wcześniej w czasie rozmowy z rolnikiem się u niego nie pojawił. Zimnym, przenikliwym, ale nie gniewnym. Raczej niecierpliwym. Rolnik skonstatował, że Altair chwycił miecz w sposób dziwnej gotowości. Sam wojownik czekał, jak rolnik zareaguje.
Grison:
- Psia mać, panie wojaku. Prawiem bym gotowy w las rychło ruszać w poszukiwaniu cielska bestyji tej nieczystej aleście mnie wystraszyli srogo. Znać sie na tym ło czarno-ksien-stwie znać musicie i obyci być w sprawach łupiorów owych, to nie bede z waszo wiedzo igrał. Aleście powiedzieli wszak, żeście cielska bezbożnego martwiaka owego brudnego, czarcią magią nasiąkniętego nie uwidzieli to i może un tam czyha dzie i jak pójdziecie wy w swojom strone to wylezie i bedzie mnie dalej strachał po nocach? Jam za spokój wieczysty łot tej poczwary chędożonej płacić się zarzekał i takowo mnie ten nielud długouchy gwarancyją ręczył.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej