Tereny Valfden > Dział Wypraw
Co to było?
Altair:
No dalej! Motywował sam siebie. Forsownie wstał i ciężkim ruchem podniósł miecz z ziemi. Ruszył za potworem, ten raniony nie był już tak szybki. Po chwili zbliżył się na bardzo krótką odległość, począł ciachać mieczem plecy stwora. Każde cięcie szło w parze z przeraźliwym wizgiem. Albo stracę przytomność, w najgorszym wypadku zginę. Ale zobowiązałem się, to zmorę wykończę. Wcześniejsze przechwałki Altaira nie były tak do końca niezgodne z prawdą. Rozkaz i obowiązek. Stwór zaczął się powoli oddalać, wojownik tracił na prędkości. Kiedy zaczęła dzielić ich odległość kilku metrów, wyciągnął dłoń w stronę pleców poczwary.
- Grosh Ruosh Elash, Izqihuxuash Grash! - lodowa strzała z prędkością błyskawicy przeszyła powietrze, zmierzając wprost w plecy upiora...
Grison:
Upiór oberwał straszliwie. Jednak powoli sunął w powietrzu wgłąb lasu. W końcu całkowicie zniknął w ciemnościach z oczu Altaira... Wyczerpany magik dyszał...
Altair:
Nie zdechł, skurwysyn. W głowie wojownika szumiało, a sam wojak czuł się jak po uderzeniu cepem w skroń. Padł na ziemię i oparł się o drzewo. Nie miał już sił wstać. Co gorsza, jego miecz wypadł mu kilka metrów wcześniej. Ostatkiem swych sił zdołał krzyknąć:
- Pomocy waćpan, pomóżcie mi!
Bieg i machanie mieczem nie były w stanie złamać Altaira. Co innego magia, trzy zaklęcia to dla niego zbyt wiele. W oczekiwaniu na pomoc starał się nie zemdleć. Nie było mowy o dalszym ściganiu allpina. Może po forsownym biegu sama gadzina padnie, oberwał przecież niezgorzej...
Grison:
- Chędoż się... Wielmożny panie! - krzyknął przerażony chłop z wnętrza swej chałupy. - Poczwara ubić mnie ma?
Altair:
Altair wkurwił się marszcząc brwi.
- Skurwysynu! - wrzasnął na cały głos - poczwara przepadła i więcej na tym świecie nie zagości. Wszak rannym ciężko i pomocy potrzebujem, a ty chamie podły nosa z chałupy wyściubić nie raczysz?! - w stanie głębokiego uniesienia Altair krzyczał ostatkami sił. - Jak mnie zaraz gorzałki albo wody jakiej nie podacie, tak tu zemrę nagle i słuch po mnie zaginie, a jam nie godzień zemrzeć w walce z jakimś upiorem marnym! Gońcie tu co prędzej i pomóżcie mnie, jakom was od śmierci niechybnej wybawił! Waćpan, pożałujesz, jako tradycji rycerskiej nie uszanujesz! Ostrzegam was w imię Pana i jako wy mnie tu przyjść nie pomożecie, tako sam ostatkiem sił wstanę i łeb własnym ostrzem obetnę, a córkę wychędożę plugawie, plunąc na swoje śluby święte! Nie żartuje! Zapierdalaj ku pomocy, chamie, bo krzywda się sroga stanie!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej