Tereny Valfden > Dział Wypraw
Początek przygody - Altair
Gordian Morii:
Dojechałeś do bramy i przejechawszy przez nią dostrzegłeś przed sobą olbrzymie połacie pól uprawnych, będących teraz własnością bogatych kmieci, którzy przed laty mieszkali i pracowali w Atusel. Były to czasy wielkich odkryć i wojen Atusel była tylko niewielką wioską położoną blisko morza. Teraz jednak była już prężnie działającym miastem portowym z wielką przystanią i areną gladiatorów.
Altair:
Rozpościerające się przed zadziwiająco sprawnymi, mimo sędziwego wieku oczami mężczyzny pola połyskiwały w świetle powoli mającego się ku zachodowi słońca. Nie ma co się spieszyć. Altair spowolnił konia, kłusując podziwiał piękno krajobrazu. Ten od razu przywołał mu na myśl wspomnienia z dzieciństwa i wczesnej młodości. Nim przyszła wojna, w ubogim domu położonym nieopodal strumienia codziennie trudził się z ojcem uprawą takich właśnie pól. Mimo ciężkiej pracy, zawsze doceniał złocące się wdzięcznie połacie pszenicy i żyta. Na dalekim horyzoncie ujrzał niewielkie stado wypasanych krów, które właśnie młodzi chłopcy zaganiali w kierunku zagrody. Jakże tu pięknie. Jednak, by nie dać się ponieść sentymentalnej melancholii, wcisnął pięty w boki konia i galopem ruszył w kierunku celu swojej podróży, z cichą nadzieją w duchu, że obędzie się bez żadnych problemów.
Gordian Morii:
//: Jechałeś szybko mijając pracujących chłopów, którzy tylko podnosili głowy odrywając się od roboty. Szybko jednak wracali do swojej pracy bo ty byłeś już bardzo daleko. Powoli zacząłeś zbliżać się do lasu, który ciągnął się wzdłuż drogi do ÂŚwiątyni.
Altair:
Jeździec przystanął kilkadziesiąt metrów przed skrajem lasu. Chciał dokładnie zmierzyć chociaż niewielki odłamek swojej drogi. Korony drzew dumnie szumiały trącane gorliwym wiatrem, oprócz tego nie było słychać niczego. Ruszył stępem, wypatrując niebezpieczeństwa. Kolumnada drzew sprawiała wrażenie nieskończonej.
- Dziwnieś niespokojny.
Powiedział to do konia, choć miał i również na myśli las. Tak mu się wydawało, choć nie musiała to być prawda. Po chwili stwierdził, że nie ma sensu wyczekiwać czegoś, czego nadejście nie jest w pełni uzasadnione i popędził konia, jednak nie na tyle, by w razie czego nie móc z niego zejść i walczyć. Droga ciągnęła się niemiłosiernie, las wciąż się nie kończył, Altair na chwilę utonął w zamyśleniu, po chwili jednak odzyskał pełną świadomość, przypomniawszy sobie, że droga wcale nie musi być bezpieczna.
Gordian Morii:
Do Panteonu pozostało niewiele ponad 1/5 drogi. Jechałeś przez las wsłuchany w jego głos. Ptaki śpiewały swe pieśni, których nie mógł zrozumieć nikt chociaż fascynowały się nimi tysiące.
Droga była nad wyraz spokojna i dobrze utrzymana. Ktoś jednak wreszcie postarał się i niegdyś błotniste trakty zostały wyłożone wielkimi płaskimi kamieniami przypominającymi nieco blaty stołów. Wiadomo, że mniejsze i mało znane trakty wciąż pozostawały polnymi dróżkami ale jednak w wypadku tej drogi wszystko było prawie idealne.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej