Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pod strzechą

<< < (3/5) > >>

Elrond Ñoldor:
Mortimer schował amulet do kieszeni. Włożył miecz do pochwy i ruszył schodami na strych.

Gunses:
A Mortimer wziął wszak pochodnię. Po schodach po ciemku i na strychu by mu raczej nie szło zbyt dobrze.
Cały starych śmierdział. ÂŚmierdział krwią, mięsem, śmierdział bólem. Kiedy wkroczyliście zauważyliście otwarte okno. Okien było wiele, ale tylko to było otwarte. ÂŚwiatło padało na dwa mokre kształty wiszące u sufitu. Kształty te były niezawodnie oślizgłymi kokonami. Kokonami które wisiały na sznurach uwiązanych do belek. Sznury trzeszczały. Kokony rozdwajały się u swych szczytów, zaś ich dolne części zasłaniał już mrok. Zapach przyćmiewał. Mdlił.
Nie wiadomo kiedy przed wami pojawiła się Setmre. Ogień tańczył na jej twarzy. Igrał w oczach.
- Tamte rzeczy - rzekła - to ciała. Kobiety i mężczyzny. Powieszone za nogi na hakach. Oskórowane. I wybebeszone. - po czym wzięła pochodnię. Nie miała już szponów, chociaż wciąż była gotowa do podjęcia wszelakich akcji. Setmre zbliżyła się do ciał, oświetliła je pochodnią. Ciała zwisały głowami w dół. Skóra zdarta z nich była od kostek. Tylko stopy nie zostały zniszczone. Trupy wisiały powieszone na hakach za ścięgna stawu skokowego. Trudno było rozpoznać płeć, ale trup po lewej był mniejszy. Wnętrzności zwisały z nich, zasłaniając twarze kiszkami. Na żadnym z ciał nie było włosów na głowie. Prawdopodobnie zostały usunięte wraz ze skóra.
Setmre zatknęła pochodnie na jednej z belek. Podeszłą do okna. Patrzyła przez nie długo w milczeniu. Patrzyła na pola dopiero co zieleniące się młodym zbożem. Patrzyła na las, na gęsty matecznik, który dopiero co pokrył się listowiem. A za sobą miała ciała dwóch młodych ludzi. "- Krysia? Henryk? Gdzie oni są... Czemu byli akurat tutaj..." pomyślała Setmre, po czym wróciła do kontemplacji krajobrazu. Do kontemplacji i wytężonego myślenia.

Anette Du'Monteau:
Gdy Setmre i reszta grupki obserwowała całe zajście oraz ciała ofiar, ja po cichu do nich dołączyłem. Stałem w półmroku z sztyletem przy pasie spoglądając na wiszące zwłoki mężczyzny i kobiety. -Wybaczcie mi spóźnienie, lecz sumienie mi kazało wyczyścić przedtem pancerz. Jakoś nie mogłem pokazać się w zakurzonych i brudnych łachach. - odezwałem się robiąc krok w stronę reszty i ujawniając moją sylwetkę. Teraz widok był jeszcze bardziej odrażający, pozbawieni skóry i części wnętrzności denaci wisieli tu już jakiś czas. Smród zgnilizny mógł zemdlić niejednego, ja się powstrzymywałem, jednak wolałem już wyjść z tego miejsca. Moje oczy i pewnie większości uczestników biesiady widziały po prostu makabrę.

Gunses:
Chłopi i reszta gości siedziała cały czas przed Stodołą. Niektórzy zaczęli się rozchodzić. Gdzieś w ciemności kobieta szukająca Krysi zamilkła... Setmre odwróciła się. Na strychu prócz niej było tylko trójka jej znajomych. Wampirzyca przechodząc obok ciał zaczęła mówić
- Trzeba przepytać gości. Ktoś musiał coś wiedzieć. Ta dwójka nie mogła niezauważenie wejść tutaj... - spauzowała na chwilkę - Nad naszymi głowami zdarzyła się makabra. Muzyka, tańce, śmiech gwar... Nikt nie słyszał tego co tu się działo. Gdy to coś szlachtowało tech dwojga... Trzeba przepytać gości i posłać jakiegoś chłopa do miejscowego grabarza. Niech czym prędzej przywiezie dwie świeże trumny. Musimy się jeszcze tutaj rozejrzeć...

Elrond Ñoldor:
- Mam teorię. Faktem pewnym może być to że tych dwoje powędrowało na strych by się po prostu zabawić. Tego jestem pewien. Bardzo możliwe jest, że spotkali tutaj kogoś albo coś czego nigdy by nie chcieli spotkać. Pytanie brzmi - czym albo kim jest morderca i gdzie on jest teraz. Bo trzeba go wytropić i zabić - mówił człowiek. Przywykł w czasie wojaczki na widoku krwi i tego wszystkiego co człowiek ma w środku, dlatego nie robiło to na nim większego znaczenia. Jednak ustał przy oknie gdzie napływało świeże powietrze...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej