Tereny Valfden > Dział Wypraw

W Pomocy Naturze

<< < (2/3) > >>

Gordian Morii:
Gdy przechodziłeś obok niewielkiego stawu coś zakotłowało się w wodzie. Wilki przystanęły jeżąc sierść a kruk odleciał na pobliską gałąź obserwując to co dzieje się. Cieniostwory zaniepokojone tym co się dzieje przystanęły gotowe do ataku. Coś za szeleściło i chlupnęło a z wody wyskoczyły 4 utopce.
Utopiec

Anette Du'Monteau:
Długo się nie zastanawiając wyciągnąłem miecze. Podbiegłem do pierwszego utopca i ciąłem od lewej. Widząc, że atak ten nie wyrządził większej krzywdy przeciwnikowi poprawiłem uderzeniem od prawej. Siła ciosu powaliła utopca, do którego dopadły się teraz wilki. Stwór nie miał szans z ostrymi pazurami i zębami. Kolejny przeciwnik padł dość szybko po otrzymaniu ataku, który pozostawił na jego ciele wyraźny ślad w kształcie litery "X". Po tym można by rzec, że w tej całej szamotaninie stracił głowę. Trzeci utopiec usiłował zaatakować cieniostwora. Gdy tylko znalazłem się przy nim odwróciłem uwagę nieumarłego szybkim uderzeniem płazem miecza. Koścista dłoń śmignęła mi przed oczami, Ledwo zdołałem uskoczyć przed tym ciosem, a kolejny już był w drodze. Kiedy ja starałem się unikać ciosów, cieniostwór spokojnie zaszedł topielca od tyłu i z rozpędu pchnął go na mnie. W tym momencie skrzyżowałem ostrza mych broni i wyciągnąłem je przed siebie. Agresor nie miał szans na przeżycie, długie klingi wbiły się w jego ciało pozbawiając je ostatnich oznak życia. Na polu bitwy ostał się teraz jeden utopiec. Atakowany przez drugiego cieniostwora i ciągle nękany dziobaniem kruka miał tego serdecznie dość. Chcąc ulżyć mu w tej sytuacji natychmiast uderzyłem. Początkowy cios odrąbał mu rękę, więc aby się poprawić schowałem jedno z ostrzy do pochwy, drugie chwyciłem mocno oburącz i wytężając swoje siły ciąłem w pasie. Przepołowiony utopiec wydał agonalny skrzek i tym razem zamilkł już na wieki.

Gordian Morii:
Razem z towarzyszącymi Ci zwierzaczkami urządziłeś wśród utopców prawdziwą masakrę. Rozczłonkowane fragmenty ich rozmokniętych, trupich ciał walały się teraz wokół Ciebie i zwierząt, które ciągle z wielką zapalczywością rozrywały większe fragmenty na drobną sieczkę.
W czasie gdy zwierzęta bawiły się przednio ty zlokalizowałeś zagajnik do którego zmierzaliście. Pośród pokrytymi młodymi liśćmi koron starych grabów i buków buszowały świetliste ogniki, koloru bladożółtego. Jednak dostrzegałeś też dziwne fioletowe światło bijące jakby ze środka zagajnika. To właśnie musiało być to co przeszkadzało bogini.

Nie zauważyłeś jednak jednego. Z lasu przez który spacerowałeś wcześniej na polanę zaczęły wychodzić przeróżne zwierzęta, od najmniejszych myszy i wiewiórek poprzez zające, lisy, dziki, sarny i jelenia. Na skraju pojawiły się też jeszcze dwa cieniostwory pokryte srebrnym futrem, które zapewne było oznaką starości oraz kilka wilków. Szybujące nad wami ptaki drapieżne i dwa gryfy rzucały cienie, które zwróciły twoją uwagę i dopiero teraz dojrzałeś ogrom zwierząt stojących kilkadziesiąt metrów za Tobą. Wszystkie patrzyły w stronę lasku nie ruszając się z miejsca. ÂŻadne nie okazywało strachu czy zaniepokojenia po prostu stały i patrzyły na to co zrobisz.

Anette Du'Monteau:
Nie czekając wkroczyłem do zagajnika gdzie aż roiło się od świetlików. Jednak było tam również inne światło, które mnie niepokoiło. Liście drzew i krzewów zmieniały barwy pod wpływem miękkiego, fioletowego światła. Odwrót był już niemożliwy, kilka kroków i znalazłem źródło owych dziwnych promieni.

Gordian Morii:
Znalazłeś wielką kulę energii unoszącą się jakieś 2 metry nad ziemią. To właśnie z niej biło to światło, kula emitowała jeszcze dziwną energię, która sprawiała, że czułeś się nieswojo. Również towarzyszące Ci zwierzęta dziwnie się zachowywały jakby coś czuły.
W pewnym momencie świetliki zwróciły się w kierunku kuli i poczęły w nią uderzać jeden po drugim ginąc w białym błysku. Wiedziałeś, że to byłoby skuteczne gdyby uderzyły większą siłą lecz jak skłonić je do współpracy?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej