Tereny Valfden > Dział Wypraw
Leśny szlak
Gordian Morii:
Na twoje słowa oczy mężczyzny gwałtownie się rozszerzyły. -Gdzie? Jak? Obiecałem Dziaduniowi, że będę o niego dbał.- zaczął się trząść gadać od rzeczy. Pomogło dopiero porządne trzaśniecie w twarz. -Dziękuję, dziękuję. Proszę prowadź... - po tych słowach włożył dwa palce do ust i przeciągle zagwizdał na dwóch pachołków siedzących na zwoju liny. Ci jak na alarm poderwali się i pobiegli zapewne przygotowywać wóz. -Ruszajmy. Mój koń stoi przy wejściu do portu.- ponaglił Cię kupiec.
Rakbar Nasard:
- Mój także. Chodźmy.
Dotarli i wsiedli na konie.
- Jedźcie za mną - powiedział, po czym ruszył powoli koniem w stronę biedaka na szlaku handlowym.
Gordian Morii:
//: Ruch na trakcie już nieco zelżał tak więc mogliście jechać dosyć szybko i już po chwili zauważyliście stojącego Amosa. Powiał chłodny wiatr ciągnący w stronę morza, płaszcze załopotały niczym flagi na wietrze gdy dojechaliście do kupca.
-Wielkie dzięki Ranie rycerzu.- rzekł Amos. -Uratowałeś mi życie, niech Ci to bogowie wynagrodzą.- dodał gdy pomocnicy Reta dojechali na miejsce i zaczęli załadowywać zapakowane worki z przyprawami na pakę wozu. W tej samej chwili od strony miasta przybiegli dwaj pomocnicy Amosa. Rzucając kilka słów o tym, że nikt nie chciał im pomóc i mieli kłopot ze strażą zabrali się do pomocy przy przenoszeniu worków.
Rakbar Nasard:
- Cóż, zatem powodzenia wam życzę, towarzysze. Na mnie pora, bywajcie.
Pociągnął gwałtownie za lejce i ruszył galopem w stronę wyspy niebieskich ludzi - Raanaar. Podziwiał piękno otoczenia, zachodzenie słońce, księżyc... Kochał jazdę konno, szczególnie w takich warunkach.
Gordian Morii:
//: Droga wiodła Cię przez pola i zagajniki nieustannie zbliżając się do bram miasta Efehidon. Gdy byłeś już przed zwodzonym mostem odbiłeś w lewo i wschodnim traktem ruszyłeś w kierunku lasu. Nie ujechałeś daleko gdy twój koń zaczął robić się dziwnie niespokojny. Już po chwili dojrzałeś co było powodem jego obaw. Na szczycie niezadrzewionego pagórka stał wielki cieniostwór. Na tle wschodzącego księżyca wyglądał bardzo majestatycznie i groźnie. Póki co nie był zainteresowany tobą gdyż prawdopodobnie szukał łatwiejszej zdobyczy. Jedno jest jednak pewne obserwował Cię, gdyż co jakiś czas jego łeb zwracał się właśnie w twoim kierunku.
//:Odległość od zwierzęcia ok 400m. Zwierze póki co nie interesuje się tobą chodź przygotowane jest na potyczkę.
http://nockruka.gram.pl/marant/index.php/Cieniostw%C3%B3r
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej