Zły to ja byłem Game master... może dlatego, że za dużo ludzi za dużo ode mnie chciało a reszta była bardzo zajęta swoją pracą...
To jak wyznanie SS'mana siedemdziesiąt lat po wojnie.
Problem był jak robiłem własne wyprawy, wtedy nie dość nikt nie wierzył że nie było scenariuszy a je iskowi wysyłałem (nie czytał bo nie miał czasu, tylko w trakcie trwania sprawdzał...) No to na wyprawach byłem dosyć lekko no nawet nie raz bardzo wredny... nic mnie nie usprawiedliwia... ale też nikt nie musiał na nie chodzić... posty sprawdzałem... trochę nazbyt skrupulatnie... Ale było minęło... teraz bym nie popełnił takiego błędu, zamiast pomagać wszystkim co do mnie pisali bym 3/4 odesłał do innych masterów a sam miał czas na tą pozostałą ćwiartkę... problem był taki że z Game Masterów tylko ja miałem czas ;] .
Hejty wylewały się na Ciebie głównie w zgoła innym okresie. Isek nie miał czasu, lub mu się nie chciało. Nie wnikam. Wtedy ustanowił Ciebie, w domyśle, tak jakby jego namiestnikiem. To Ty zatwierdzałeś scenariusze, projekty NPC'tów, zaklęć, skillów. Nawet pozostali GM (w tym ja) musieliśmy wrzucać to co wypracowaliśmy do zatwierdzenia głównemu GM'owi. Isek był rzadko, dlatego ten niewdzięczny obowiązek spadał na Ciebie. A jak to się z Twojej strony odbywało, sam opisałeś wyżej. Za dużo miałeś na głowie, fakt. Radziłeś sobie z tym albo ignorowaniem, albo jakąś koślawą ironią, albo pobieżnym czytaniem czegoś z czego wynikały dziwne rzeczy.
A ludzie nie odchodzili tylko przez wrednego caniska, ale też przez to, że mało GM pracowałi... niedość ze mało to niewiele robili (bez obrazy pany wszelkie). I powiem wam, że teraz gdybym zaczynał grę od 0 nie znając tej naszej "zabawy" w ogóle odpuścił bym sobie już 1 dnia
tyle że przynajmniej Isq mi odpowiadał jak pytałem... na wszystko odpowiedział... Chyba przeszedł długi proces resocjalizacji albo się stęsknił bo na ogół to na co 4ty msg do niego odpowiadał...
Powtarzałem to na tym forum już dziesiątki razy, o ile tylko wracał ten temat. Fakt, ludzie średnio kwapili się do pracy. System można było dopieścić w 2 tygodnie gdyby każdy, uczciwie wziął się do roboty. Niestety tak się nie stało i roboty trwały przez parę miesięcy, aż w końcu Isq zdecydował, że wszystko o dupę rozbić i pozmieniał wszystko gruntownie (gdy już powrócił z letargu). Inną sprawą jest to, że jak ktokolwiek miał pracować wydajnie skoro jego inicjatywa była stopowana albo przez Iska albo przez Ciebie? Po tydzień czekałem na zatwierdzenie czegoś. O ile oczywiście dostąpiłem zaszczytu zatwierdzenia, bo zwykle było to krótkie "nie nadaje się" ze strony Iska lub Twojej. Bez wytłumaczenia czemu. Co jest źle. Co mam poprawić. Doszło nawet do tego, że moja gorliwość w wyegzekwowaniu od was konkretnej, jasnej odpowiedzi, po której mógłbym dalej pracować, została przez was wyśmiana. Wtedy powiedziałem sobie, że pierdolę to wszystko skoro gra obchodzi mnie bardziej niż założyciela. Albo nie wchodziłem na forum, albo robiłem swoje wyprawy w organizacji. Jeśli napisałem już coś w dziale GM, to aby potrollować nieudolne dążenia złożenia gry do kupy. Wtedy już odszedłeś, albo zostałeś wyproszony, a Isq the Resurected wparował pełen energii i chęci do pracy. Problem w tym, ze wtedy to już mało komu chciało się cokolwiek robić. Kończąc... Uważam, że Twoje stwierdzenie, iż "niewiele robiliśmy" jest mylące. My nie mogliśmy wiele robić.