Tak nawiązując.
Kocham katolików "od święta". Mówię tu o ludziach, którzy codziennie mają wykasztanione na Boga, kościół, cokolwiek, co wpisuje się w katolicką tradycję. Ale przychodzi święto, trza do kościółka iść. To oni wtedy w pierwszych ławkach, na 1 listopada największe znicze, na kolędę dają największą kopertę... I tak dalej, można o tym pisać w nieskończoność. Uwielbiam ich.