Portos jest typowym "anglikiem" - drobno zmielony, sypki wręcz, jak pył. Przy pierwszym kontakcie nawet kopa daje, że hej. Idzie prosto do gardła. Jest bardzo mocny, ale ma przyjemny, różany zapach. O sile może świadczyć fakt, że jak kolega zażył dość sporą porcję, to niemal się popłakał. ÂŁzy aż ciekły po policzkach.
Generalnie to polecam, warta spróbowania. Zaś ja naj naj lubię Gawith Apricot. Przyjemny, w miarę mocny i tani.