Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ród Victora
Canis:
Niemalże każda strona jest zapisana litym tekstem, litery przypominają te towarzyszące mowie wspólnej, przynajmniej większość, niemniej jednak słowa te nie mają nic wspólnego z wyrazami tworzonymi za pomocą mowy wspólnej, tekst jest spisany czerwonym atramentem, domniemywać można że krwią. Zo kilka stron są narysowane również czerwoną barwą stworzenia przypominające szkielety, stworzenia nieumarłe, demony jak i diabły... na ostatniej stronie widzisz dopisek pisany innym charakterem piska, niepewną ręką, niebieską barwą atramentu, najprawdopodobniej osobnika towarzyszącego tej księdze.
"Strony zbrukane plugawą wiedzą. Treści niewypowie..."
Słowo pozostało niedokończone.
Rakbar Nasard:
- Bywaj, przyjacielu - powiedział do trupa.
Wziąwszy książkę wyszedł pewnym krokiem z wieży i skierował się w stronę rozwidlenia dróg, później zaś do lewej ścieżki; fortecy.
Canis:
Po dwóch metrach ścieżka się skończyła... a tak jak fortecy widać nie było tak nie ma...
Rakbar Nasard:
Od momentu, gdy się ścieżka skończyła, Mebo szedł, względem początkowego odcinka, prosto. Z mieczem w ręku obserwował teren go otaczający.
Canis:
szedłeś dokładnie prosto i tak doszło do czołowego zderzenia z drzewem... przewróciłeś się na plecy, miecz wypadł ci z rak i niemiłosiernie zabolało czoło...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej