- Cholera... co robisz ty... - żołnierz przerwał, patrząc na wojownika, który stał w środku oddziału. Nie ruszał się. Valfdeński wojownik dojrzał czerwoną skórę na szyi.
- Si-ir? - wyjąkał niepewnie, zachodząc Dracona od przodu. Inni wojownicy mijali ich, patrząc ze zdziwieniem. Sado miał palce w ustach. Ciekła po nich ślina, która po chwili skapywała na ziemię. Oczy wyraźnie nie znajdowały się na polu bitwy, był gdzie indziej, w wyobraźni.
Sado widział pokój, krzesło i krew. Wszędzie pełno krwi. Znał to miejsce. Znał je idealnie. Drewniane ściany i obtarte krzesło byłe całe zalane czerwoną mazią. Jednak nic poza tym nie było w środku.
"Przywiąż mu ręce i nogi. Nie, nie, nie zawiązuj oczu. Niech patrzy. Taaak, niech patrzy" - Dracon usłyszał głos. Tak bardzo mu znany. Mimo, iż dalej widział tylko pokój, przypominał sobie te zdarzenia.
"Wydłub mu oko, niech żre. Tak! Tak! Niech żre własne oko! Buhahaha! Dalej, niech wcina!"
"A teraz... a teraz... tak! Włóż mu sztylet pod paznokcie. Pod wszystkie! Podważmy mu je!"
"Przedziuraw język, taaak!" "Zrób mu jakiś znak na brzuchu. Pentagram. Tak, pentagram! Dalej!" "Hahahahaha!" "Ile krwi... ile krwi!" "Tak była naprawdę dobra zabawa, Sado" "Sir, nic panu nie jest?"
- Sir?
Dracon spojrzał na żołnierza stojącego przed nim. Zakrztusił się i wyciągnął palce z ust, które był teraz całe obślinione. Otrzepał je z oślizgłego płynu. Powrócił ze swojej wyobraźni do realnego świata.
- Wszystko.. ekch - przerwał, odkasłując - dobrze. Idź już.
Coraz to inni żołnierze z jego oddziału przechodzili obok, patrząc na niego.
- Co ja do cholery robię? Uspokój się... uspokój i opanuj. To wojna, to nie może się już więcej zdarzyć. Musisz panować nad sobą. - mówił sam do siebie, po czym położył dłoń na rękojeść i zaczął przebijać się przez swój oddział do przodu. Gdy już znalazł się na samym początku, ujrzawszy wreszcie wrogów, wyciągnął miecz. Jednak, zamiast chmary orków dojrzał rannego Nilstema. Szybko do niego podbiegł i założył jego rękę na swe ramię. By uniknąć niepotrzebnych obrażeń, wzniósł się w powietrze i wrócił ponownie na tyły oddziału.
- Nie ruszaj się. - rzekł do funkcjonariusza, wylądowawszy i położywszy go na ziemi.
- Izhuesh Ruarishesh, Gresh Ilxuesh Arishesh (ÂŚrednie Leczenie) - powiedział, kierując swą dłoń na ranę wojownika. Po chwili z rany pozostałą jedynie blizna.
- Powinno pomóc, poruszaj trochę nogą i spróbuj napiąć mięśnie, jednak wątpię byś miał jakiekolwiek problemy po uleczeniu. Jeżeli wszystko dobrze, idź i walcz dalej. - a powiedziawszy to, westchnął i skierował się ponownie na przód swego oddziału.
Ork poborowy 2730 / 7000
Krasnal poborowy 0 / 45000
Jaszczuroczłek żołnierz 0 / 22000
Jaszczuroczłek łucznik 0 / 8000
Krasnal elita 0 / 14000