Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wojna z Meanebem - posterunek Atusel
Crisis.:
Geboren zarzucił łuk na plecy po czym podszedł do maga (Canisa), który wcześniej uratował mu życie. Gdy był przy nim to powiedział.
- Witam Pana, uratował mnie Pan wcześniej, a nawet nie wiem jak się nazywasz. - powiedział Geboren. - Co będzie z Tarascą i Smokiem?
momo:
- Ha! Tak, wynoście się! - Krzyczał rozradowany elf w stronę uciekających resztek armii przeciwnika. - Zwycięstwo. Nareszcie zwycięstwo... - Wyszeptał do siebie momo, po czym skierował się do Atusel, by wraz z towarzyszami odpocząć. Miał madzieję, że to już koniec, jednak chciał jak najszybciej odpocząć by być gotowym w razie gdyby sprawy potoczyły się niekorzystnie.
Canis:
Wróciłem do punktu Sanitarnego usiadłem sobie pod ścianą i odpoczywałem...
- Wspaniale nie ma co... - powiedziałem i spojrzałem na swoją białą wręcz papierową skórę, można było mówić wręcz o delikatnym sinieniu... o początkowych efektach gnicia. - Ah jakie to "życie" przyjemne. - I uśmiechnąłem się głupkowato.
Geboren do mnie podszedł.
- Ja? Canis jestem. Nie wiem co z Tarascą i Smokiem, na pewno dadzą nam jeszcze odczuć swoją obecność... Trzeba będzie się ich jakoś pozbyć... Mam nadzieję ze nam wszystkim, jakoś wspólnie się uda...
Crisis.:
Spojrzałem na Canisa i powiedziałem.
- Ja chcę tylko jakoś to przeżyć. Mam nadzieję, że sobie poradzicie z Królem z tym Meanebem, Tarascą oraz Smokiem. Mówię tak, ponieważ bądź co bądź tylko wy jesteście w stanie pokonać ich. Pewnie jeszcze nas zaatakują. - powiedziałem. - Tak poza tym, nazywam się Geboren. - rzekłem lekko się kłaniając. - Mam też inne pytanie, co się dzieje z twoją skórą?
Dragosani:
Drago wrócił z pola bitwy. Był niemal cały we krwi. Rozejrzał się po obozie. Podszedł do Canisa.
- Widziałem jak sobie radziłeś. Nieźle czarujesz. Winszuje. - rzekł po czym z uśmiechem dodał. - A tak przy okazji... zaczynasz śmierdzieć.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej