Tereny Valfden > Dział Wypraw
Rozeznanie
Enzo:
Enzo wyszedł ze swojego skromnego domku i usiadł na ławce czekając na zleceniodawcę zadania - Grisona
Dane misji
Nazwa: Rozeznanie
Spis Nagród:
- 300 sztuk złota ze skarbca gildii lub nic jeśli graczowi się nie uda.
Wymagania: Brak.
Wykonawców: 1
Grison:
W pewnym momencie dało się słyszeć głośne gwizdanie. Enzo ujrzał Grisona wychodzącego zza rogu.
- Witaj Enzo! Widzę, że na mnie czekasz. Zgłosiłeś się do zadania toteż postanowiłem ci to wszystko osobiście wytłumaczyć- powiedział Drakon siadając obok Oteriańczyka. Z tego co dowiedział się Serail - na południu Valfden, znajduje się obóz przemytników, którzy niegdyś z nami handlowali. Zależy mi na tym abyś udał się tam i po cichu zobaczył co się tam dzieje. Mówiąc "po cichu" mam na myśli całkowitą niewidoczność. Tamtejsze lasy są gęste. Komfortowe powinno być patrzenie z lasu na nieosłoniętą, prowizoryczną przystań. Nie wiem czy przemytnicy w ogóle korzystają z tamtego obozu. Być może się przenieśli ale mimo wszystko dobrze będzie sprawdzić. Anusz dowiesz się czegoś więcej. O ile mi wiadomo to obóz jest po wschodniej części rzeki wpadającej do morza. Ruszaj i pamiętaj... dobrze będzie gdy nikt cię nie zauważy. Po wykonanym zadaniu wróć do mnie... prześpię się trochę tutaj. (;])
Enzo:
- Dobrze szefie! - powiedział Enzo po czym ruszył w stronę obozu przemytników. Szedł długo, bardzo długo, aż w końcu cały uradowany zobaczył gęsty las o którym wspominał Grison. Wszedł do niego i skręcił we wschodnią stronę rzeki. Od tego czasu Oteriańczyk był już uważny. Szedł powoli, gęsty las zapewniał mu dobry kamuflarz. Po niedługim czasie Enzo zauważył jakieś zabudowania. Skrył się w krzakach, wiedząc, że jest już na miejscu.
Grison:
Enzo wpatrywał się w budynek aż nie spostrzegł, że jest to świeżo postawiony wychodek. (;p)
Zaraz po tym usłyszał trzask łamanych patyków i jakieś głosy, w których stronę się zbliżył.
- Hej Marlo!- krzyknął jeden z mężczyzn, którzy właśnie przyszli.
- Co tam Ray? Później nie mogliście przyjść?
- Hah, w zasadzie mogliśmy ale pewne interesy w mieście nas zatrzymały.
- W mieście?- spytał przemytnik.
- Taa... szef doszedł do wniosku, że czas powoli wdrażać się do cywilizowanego świata, a nie siedzieć w lasach i jaskiniach- odparł przybyły mężczyzna.
- Jak uważacie. Ja mówię tylko, że podziemiem w mieście rządzi Oterio, a ich nie można lekceważyć. Pewnie już siedzą wam na ogonach.
- Hahaha... tak uważasz. W końcu nie baliście się zerwać z nimi kontaktów na rzecz nas. Tak więc może aż tak się ich nie boicie co Marlo?
- To nie jest tak. Oni nie znają naszej tożsamości. Nie widzą jak wyglądają nasze twarze i jak nas znaleźć. Jedynym ogniwem między nami, a nimi był ten debil Mario.
- A właśnie... nie wiem czy dobrym pomysłem było darowanie mu życia. Po mojemu to trzeba go było wrzucić do morza uwiązanego z kamieniem u nogi ale cóż...
- Ech... mniejsza z tym. Przyszliście po towar. Dorn, Hengley przynieście te skrzynki- powiedział Marlo wskazując na drewniane skrzynie stojące nieopodal.
Zaraz po tym dwaj przemytnicy wrócili ze skrzyniami, które postawili na wózku, który przeprowadziły zbiry po czym wrócili po następne.
- No i co tu takiego miało być?- spytał Ray.
- 200 sztuk stali, 25 grogów od samego Garina, 25 myrtańskich ginów i 50 krasnoludzkich piw. Do tego 200 łodyg bagiennego ziela- odpowiedział przemytnik. Nie łatwo było zdobyć to zielsko ale się udało. A jak z zapłatą?- dodał
- Tak jak się umawialiśmy. 20 przed i 20 po.
- ÂŚwietnie.
- Proszę, to wasze- powiedział Ray kładąc jakiś mieszek na dłoń Marla.
- Ach... mimo wszystko umiecie ubijać interesy chłopaki- powiedział przemytnik rozwiązując mieszek i wysypując na dłoń drogie kamienie. A ten towar, który wam przywieźliśmy... to drogie przyjemności. Was szef o was dba.
- Ta... a co innego może zrobić żeby utrzymać taką hałastrę w ryzach? Poza tym... ostatnio się nam poszczęściło. Obrobiliśmy sklep w mieście. Kupa złota stary, kamienie szlachetne, pierścienie i naszyjniki. Straż nawet się nie połapała, a nas już nie było w mieście! Dobrze, że podsunęliście nam tego kolesia... jak mu tam... Malar?
- Tak, Malar- odpowiedział Marlo.
- No... wiedziałem. Chłop dobrze wtapia się w tłum. Bez niego kradzież byłaby o wiele trudniejsza. Powiedział nam kiedy i co dzieje się w sklepie i którędy najlepiej wejść. Teraz pewnie przepija swoja dolę w hotelu- powiedział Ray śmiejąc się głośno. Ale my już pójdziemy... obowiązki wzywają, że tak powiem, haha. Na razie chłopaki!- dodał Ray po czym grupa rozeszła się.
// ÂŚledzisz tych bandytów Enzo :P
Enzo:
Enzo po usłyszanie rozmowy bandytów udał się w stronę ich podróży. Szedł cały czas za nimi śledząc ich i słuchając, co mówią między sobą.
- Ciekawe jak daleko idą - powiedział do siebie po cichu Oteriańczyk jednocześnie kontynuując podróż za bandytami.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej