Pyrokar szybko wyciągnął runy ognia, i jakiś miecz, po czym zaczął zabijać orków. To była zacięta walka. Ludzie chodź mieli dobrze przygotowaną obronę, orków było po prostu za dużo. Na miejsce powalonego przychodził następny. Lord Hagen z kuszy załatwił jednego z ich przywódców, którzy stali na skałach wydajać rozkazy. Pyrokar miotał kulami ognia głownie w szamanów, którzy strącali ludzi z murów. Nawet po uruchomieniu pułapki z ognistym zielem, które dostało taką moc wcześniej, że spaliło orkom nogi, nie dało im większej przewagi. Kiedy pojawiły się pierwsze jaszczuroczłeki, rycerze strącili na ich głowy mnóstwo kamieni. Bełty i strzały dawno się wyczerpały i teraz było słychać miecz o miecz. Najgorsze było dla Pyrokara zabijanie bandytów i wlóczęg, w końcu to byli ludzie! Po długiej walce pojawiły się szkielety, którymi prowadził nekromanta Xardas. Kiedy Pyrokar go zobaczył, zebrała się w nim taka wściekłość, że chciał go powalić gołymi rękoma. Okazało się że Xardas ma armię Poszukiwaczy, którzy przywołali jeszcze więcej szkieletów. Trolle zburzyły bramę, na która wypuszczono wilki i wargi. Te stworzenia uniknęły broni ludzi i przeskakując murki, rozszarpywały nowicjuszy. Teraz wszyscy ruszyli do ataku, z czym przyszły kolejne demony i krwiopijcy. Szczegóły z czasem unikały Pyrokarowi, ala pamiętał jak Lord Andre został powalony przed orkowego herszta, Vatrasa którego zabiło 2 szamanów i Serepentesa którego rzucił w powietrze troll. Walka trwała nadal, chodź Pyrokar został już tylko z jakaś 20 ludzi, 5 najemnikami, 2 rycerzami i paroma magami. Wrogowie zaczęli ich spychać do strony piwnic.
-To koniec- warknął Lee odrąbując orkowi głowę
-Mamy jeszcze jedno wyjście- mruknął Talamon, przyzywając szkielety goblinów żeby ruszyły na atak temu samemu gatunkowi który przybył.
Kiedy pojawił się książę demonów, a troll przewrócił wieże zaczeli schodzić powoli do tyłu po schodach.
-Czekajcie- mruknął Pyrokar i ogrodził magiczną barierą wejście do piwnic, które mogło się utrzymać przez najwyżej 5 minut
-Biegiem!
Zaczeli biec po schodach, korytarzem i kiedy dotarli do biblioteki, Pyrokar otworzył wejście (regał który się przesunął okazując schody prowadzące do podziemi).
-Wchodzić, wchodzić!- poganiał ich
Kiedy wszyscy weszli, zamknął wejście i ruszył biegiem labiryntem. Kiedy wszyscy weszli do małej komnaty, otworzył kluczem drzwi.
-Chyba bariera już znikneła- mruknął poganiając ich
Wszedł, zamknął drzwi, ogrodził je jak wcześniej regał świętym płomieniem.
-Talamon zdążyłeś wszystko przygotować?- spytał się maga
-Tak w labiryncie jest jakaś setką demonów i szkieletów
-Tu też wyczaruj- mruknął i poszedł korytarzem, a za nim reszta ludzi. Doszli do wyboru ścieżek.
-W prawo
Poszli w prawo i zastali grubą ścianę, na końcu korytarza.
-Odsunąć się- powiedział i otworzył zaklęciem wejście
Była to średniej wielkości komnata i tak powiększona. Było tam mnóstwo jedzenia.
-Tutaj jesteśmy bezpieczni- powiedział i przepuścił ludzi by weszli
Kiedy wszyscy weszli, zamknął dźwignia ścianę.
-No siadajcie!- powiedział i sam usiadł na jednym z foteli
Ludzie usiedli na fotelach i dywanach które zostały tu przeniesione. Siedzieli tak w ciszy,od czasu do czasu zadając pytanie np. co się może teraz dziać. Zaczeli jeść chleb,ciasta,ser,rożne warzywa i owoce.
-Macie wina?- powiedział jeden z dziwnie wyglądających wojowników Cor Angar
-Jak ci nie pasuję ten gin to jest trochę piwa- powiedział barman Coragon, który w walce okazał się dobrym wojownikiem
Wyciągnął beczkę z piwem i wlał z niego trochę do butli Angara. Cor Angar wypił trochę i się skrzywił.
-A co chciałeś miodu pitnego trzymanego w takich warunkach gnido?- warknął Coragon
-Zamknijcie się obaj!- wrzasnął Lee
-Tak mamo!
Lee rzucił się na Angara i rozbił mu o głowę butelkę ginu.
-Powiedziałem... ZAMKNIJ SIĘ!
Nikt już nic nie mówił przez dobre piętnaście minut.
-Hej macie jeszcze jakiś plan?- spytał się najemnik Rod
-Jeżeli nic innego nie pozostanie... Pójdziemy tunelem przez górę,aż na skały które są za klasztorem- powiedział Talamon
-A może niech jakaś osobą pójdzie tam żeby zbadać drogę, a i niech zobaczy co się dzieje.
-Ja pójdę- powiedział Pyrokar i otworzył klapę w podłodze.
-A dlaczego tu jest tak mokro?- spytał się Coragon
-Bo jesteśmy pod rzeką kretynie
Nic więcej Pyrokar nie usłyszał, bo zaczął schodzić głębiej. Po paru minutach schodzy zaczęły iść w góre.Kiedy doszedł na sam szczyt zobaczył wszystko co się działo w klasztorze, co nim wtrząsneło. Były już tylko czarne chmury i ciemność. Na terenach pobliskich klasztoru wszystkie drzewa zostały wycięte, a później spalone. Na schodach w klasztorze stał Xardas przemawiając do paru rzędów poszukiwaczy, stojących na dziedzińcu. Zrozumiał że poszukiwacze były elitarną jednostką i jego obrońcami. Jako że orków było najwięcej, Xardas zrobił z nich główna armie, a tym samym pionki. Jaszczuroczłeki przyłączyły się z jasnego powodu. Na najwyższej wieży stał lodowy smok. Był ogromny i większy niż w opisach ludzi, którzy go widzieli. Demony na pewno były jak krwiopijcy przyzwane. A wilki i wargi przyprowadzili orkowie. Szkielety lubiły skarby, więc Xardas na pewno im je zaproponował. Bandyci byli, bo nienawidzili Khorinis, paladynów i Innosa. Pyrokar szybko zszedł spowrotem na dól, i dotarł tam po 10 minutach.
-Hej wiecie że o...- nie dokończył, ponieważ zobaczył że pomieszczenie było puste. Nie było ani ludzi ani zapasów. Tylko list wbity o ściane zakrwawionym sztyletem.
Cześć Pyrokarze!
Jeżeli czytasz ten list oznaczą to,że mój plan zadziałał.
Szkoda mi było to zrobić ale tak bywa... Wiesz co? na pewno taki świętoszek
jak ty będzie chciał się zemścić. Więc proszę oto mój adres:
Główna Piramida, Khorinis
Twój stary kumpel
Xardas
Pyrokar nie zastanawiając się już nad niczym, teleportował się za piramidę. Szybko pobiegł na bok i wychylił się, by zobaczyć czy jest tam Xardas. Był tam Xardas, ale miał wielkie czerwono-czarne, podziurawione skrzydła jak u licha. Pyrokar wyszedł i stanął na przeciwko Xardasa. Ten się tylko uśmiechnął i wzkazal na piramidę. Były tam powbijane (na każdym poziomie) włócznie, a na nich głowy wszystkich mieszkańców wyspy. Pyrokara zemdliło.
-Jesteś potworem!- krzyknął Pyrokar
-Dziękuje
Nagle otoczyły Pyrokara zwłowrogie postacie odziane w płaszcze z kapturami- poszukiwacze. Koło nich stały szkielety i latały demony. Pyrokar wyciągnął runę Święty Płomień. Promienie ze światła ugodziły w oczy wrogie postacie, które się cofneły. Xardas wytrzeszczył oczy.
-Co ty wyrabiasz do cholery?!- wrzasnął
Pyrokar rzucił kulę światła wysoko w powietrze. Przez chwilę się tam unosiła, a potem rozjaśniała jak słońce. Promienie dosłownie przebiły na wylot poszukiwaczy i inne stwory. Xardas rozwinął skrzydła i poleciał na szczyt piramidy. Pyrokar pognał tam i zobaczył mała komnatę, w której stał grobowiec. U boku leżała laska maga, a na niej fioletowy kryształ. Pyrokar wziął ją, odwrócił się i wyczarował magiczną barierę do okoła piramidy. Wcześniej schowani orkowie pobiegli na nią,a za każdym razem towarzyszył temu huk i ork lecący w powietrzu. Pyrokar otworzył płytę w grobowcu i ujrzał tam szkieleta, którego ręka wzkazywala Pyrokara. Położył mu rękę przy boku, po czym jakaś siła zaciągnęła go do grobowca i (nie do wiary) przeleciał przez niego jak duch i spadał, spadał, aż w końcu delikatnie stanął na nogach. Były tam trzy tunele, a Pyrokara zaciągnęła kula światła do lewego. Od czasu, do czasu pojawił się szkielet albo demon, ale kula światła ich niszczyła. Zauważył w końcu komnatę do której zmierzał. Była tam marmurowa płyta, na niej leżała laska Xadasa z czarną kulą, a on sam stał nad tym. Do komnaty wpadał promień słońca przez okrągła dziurę w suficie. Prawie dotknął już kuli.
-Witaj bracie- powiedział cicho Xardas
-Nie jesteś już moim bratem!- krzyknął Pyrokar
-No wez...Jeszcze się obraże-powiedział i obnażył zęby
Kiedy Pyrokar postawił krok do przodu, Xardasowi wyrosły szpony długie na pól metra. Rzucił kulą światła w potwora, alę ten ją odbił. Skoczył w powietrze, po czym niby dym spadl na Pyrokara. Próbował go przebić mieczem, ale Xardas wydawał się być bez ciała. Chwycił więc leżącą z boku szable, ód której było widać czarną magie po aurze. Zamachnął się i udało mu się zranić Xardasa w rękę.
-Ze mną nie wygrasz!- warknął i przebił szponami Pyrokarowi nogę.
Ten za to wziął laskę i uwolnił z niej cała moc, po czym przeniósł ją do siebie. Wtedy poczuł się silny. Stanął i rzucił tchnieniem śmierci w Xardasa. Rozległ się straszny krzyk po pomieszczeniu, kiedy już Xardas padł, krzyk trwał i trwał. Pyrokar zobaczył tylko jak promień dotyka laski Xardasa i poczuł głazy na swoich plecach.
Koniec
• Kolejne części prac pisemnych powinny być umieszczane w jednym temacie.
Jako że nie zapoznałeś się z regulaminem działu Twórczość Własna i nie reagujesz na poczynania moderatorów, nakładam na Ciebie ostrzeżenie stopnia drugiego (na czas 99 dni): każda Twoja wypowiedź będzie musiała zostać zatwierdzona przez moderatorów przed jej ukazaniem się na forum. - [Boba Fett]
Użytkownik nie zapoznał się z regulaminem TW, nie reaguje na słowa moderatorów, prowadzi bezsensowne kłótnie, stara się omijać opcję ,,Edytuj", jego wypowiedzi często nie są wysokich lotów. Byłoby jeszcze tego sporo, ale nie ma zbytniej potrzeby wyciągać wszystkich brudów - posty użytkownika będą od teraz zatwierdzane przez moderatorów przez 99 dni.