Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na Igrzyska
Isentor:
Przyjęcie dobiegło końca, władcy pożegnali się z osobna i rozeszli.
- Za 2 godziny w porcie. Nie zapijcie się i nie przyśnijcie gdzieś w rowie. Macie być wszyscy.
Canis:
Canis usłyszał to i czuł się trzeźwy, dość trzeźwy by normalnie chodzić normalnie funkcjonować...
- No to do zobaczenia Hashnitor - Powiedział Canis i uścisnął dłoń członkowi swej familii. Po czym dopił kufel miodu i wyszedł z sali. Szedł i szedł. Stanął na skrzyżowaniu ulic i ziewnął sobie. Po czym ruszył prosto w kierunku portu. Gdy tak szedł ładnie ujrzał jedną ze służek wracającą do domu. Zamachał do niej dłonią i się uśmiechnął. Uśmiech i gest został odwzajemniony. Po czym Canis pomyślał "Szczęście, że nie ma tu Melitele i że się o tym nie dowie." Po czym ruszył do portu i czekał na odpływ statku z portu.
Sado:
Dracon wstał krzesła i przeleciał wzrokiem po sali. Wszyscy już się zbierali i wychodzili. Chwyciwszy chusteczkę, wytarł usta i podniósł się z krzesła. "Nie było go tu... trudno" - pomyślał, po czym skierował się ku głównym wyjściu. Następnie udał się do portu, by tam czekać na innych.
Mantos:
Elf wstał z miejsca i ruszył w stronę portu.
momo:
Momo nie zdążył jeszcze odpocząć po przechadzce po mieście, a usłyszał IsentoR'a zarządzającego wyjście. ÂŁyknął jeszcze na drogę nieco wina, ze stojącego najbliżej kieliszka, po czym zszedł po schodach na dół i główną ulicą miasta ruszył ku portowi. Wyglądało to niesamowicie. Całe miasto rozświetlały kolorowe lampiony porozwieszane nad głowami tysięcy świętujących na ulicach swego miasta Maureńczyków. Okazji nie omieszkali wykorzystać również kupcy i miejscowi handlarze, którzy rozstawili swoje stoiska niemal jedno koło drugiego wzdłuż ulicy i nakłaniali przechodniów do świątecznego, szaleńczego odciążania sakiewki. Na małym placu przylegającym do głównego traktu, rozłożyli się muzycy przygrywający skoczne melodie dziewkom, tańczącym na środku. Obok ustawiono stół z napitkami na którego blacie leżało już kilku zawodników, którzy przeholowali z ilością alkoholu. Całe miasto ogarnął szał zabawy i prawdopodobnie miało tak pozostać do rana. Elf z uśmiechem na twarzy dotarł do portu. Wszedł na statek Valfden, przysiadł na ławeczce i w oczekiwaniu na odpłynięcie obserwował miasto.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej