Forum dyskusyjne > Dyskusje na każdy temat

Broń Ostateczna cz. I

<< < (4/4)

Rysownik:

--- Cytat: Airyx w 15 Czerwiec 2008, 10:48:58 ---(...) Nadświecie i Podświecie.

--- Koniec cytatu ---
Są światy Nadświata, a nie Nadświat i Podświat!

Rysownik:
Zamieszczam trzeci rozdział. I jak zwykle wyjaśnienia.

Tym razem tylko pierwsze:
Jest siedem stopni w skali mocy trucizn. Skala opiera się na czasie od wprowadzenia jej do ciała do zgonu ofiary. Sekunda – 9/9, minuta – 8/9, godzina – 7/9, dzień – 6/9, tydzień – 5/9, miesiąc bólu – 4/9, tydzień bólu – 3/9, dzień bólu – 2/9, zawroty głowy, złe samopoczucie – 1/9, bez związków trujących (woda, mleko) - 0/9.

U wrót Laktanii
Tymczasem Nät Framig ze swoimi ViĂ´penami szedł w lasy Laktanii. Zdobycie Magetystu Punktowego Zniszczenia Magii okazało się trudniejsze niż przypuszczano. ÂŻeby zdobyć mapę z zaznaczonym położeniem magicznego kamienia, trzeba było zdobyć trzy kły zębotrolla. A to nie byli łatwi przeciwnicy, z powodu swoich ogromnych rozmiarów tysiącletniego drzewa, ostrych jak brzytwa zębów i pnączopłazów, które w zamian za resztki ofiar, kąsały agresorów swoimi zębami jadowymi.
— Zrobimy tutaj postój – powiedział podmistrz – Za godzinę pójdziemy do tamtego lasku i poszukamy zębotrolla. Wypijcie te mikstury.
— Po co? – odezwał się jeden ViĂ´pen, Czak Cziek.
— Chronią one przed trucizną pnączopłazów. Jest to silna toksyna – ma ósmy stopień na dziewięć  – powoduje rozpuszczenie ciała żywcem.
— Jak go zabijemy? – zapytał Nadmag
— Uśpimy. Nie marnujmy Siły na jakieś zaklęcia ofensywne. Rzucimy na niego Czar Uśpienia i odrąbiemy zęby. Ktoś ma mapę? Chcę wiedzieć gdzie jesteśmy.
— Na wschód od Laktanii. Tam prowadzi ślad zębotrolla.
— Aha. Czyli po sprawie. Nie musimy go likwidować. Zrobią to za nas pół-elfy.
— A jak zabiorą nam kły?
— Damy im coś w zamian.
— Wolałbym, żebyśmy my go zabili – ViĂ´pen był z lekka poddenerwowany
— Mamy zdobyć tylko kły. Zapomnij o krwi. Wiem, że można ją sprzedać z dużym zyskiem. Dlatego chcesz go zabić, tak?
— Może.
— Nic z tego. Nie będziemy się niepotrzebnie narażać. Co to był za szelest?
— Nic nie słyszałem – odparł Czak
— Grrauu!
— C-co to było?
— To zębotroll! – krzyknął Framig – Usypcie go!
— Sen! Pierwszy sposób czaru! Aru! – wszyscy ViĂ´peni wypowiedzieli inkantację zaklęcia snu i zębotrolla zaczęło ogarniać coraz większe zmęczenie. Nagle Cziek zaczął wypowiadać zaklęcie pobierania krwi:
— Transfuzja! Pierwszy sposób czaru! Aru!
Troll ryknął z bólu, machnął łapą i zmiótł trzech Nadmagów, którzy potoczyli się parę metrów dalej. Ze wściekłością w oczach rzucił się na Podmistrza, jednak ten odparł atak powietrzną zasłoną. Zębotroll nie mogąc dopaść Framiga podszedł Czaka i już chciał na niego się zamachnąć, ale stracił całą krew i nieżywy padł na ziemię.
— Ha! Mam krew zębotrolla! Jestem bogaty! – krzyczał Cziek
— Nic wam nie jest? – zapytał Framig z przerażeniem
— N-nic… - odparł jeden z ViĂ´penów – Tylko trochę żebra… AAAACH!! – ViĂ´pen zaczął się trząść i wić się w konwulsyjnych pozach – CO ZA BÓL!!! – ciało Nadmaga zaczęło się rozpuszczać, aż w końcu wyparowało, zostawiając ubranie i pełną buteleczkę z zielonym płynem.
Nät Framig podniósł buteleczkę do światła – To serum na jad pnączopłazów. Nie wypił tego – po tych słowach zwrócił się do Czaka – A ciebie powinienem zabić na miejscu. Niestety jesteś jeszcze potrzebny.
— Ojej – odpowiedział z udawaną troską ViĂ´pen
— Jest już późno. Rozbijcie namioty, a ja otoczę je barierą.
* * *—SĂ­r Edmundzie! – zawołał  Wjimet – Nie mogę znaleźć Erga!
— Jak na kogoś, kto nigdy nie był poza Laktanią całkiem nieźle mocuje się z toaletą – odrzekł rycerz, nie odrywając oczy od gazety i nie zwracając na stłumione okrzyki elfa
— O nie! Ja tam nie wejdę! – krzyknął młody druid – Kto wie co on może tam zrobić! Zaraz… H-h! H-h! Zapach jakby ktoś wysadził szambo… O nie! Elf Aryn! Już ja ci dam! – rzucał groźbami druid.
— Ha! Pokonałem bestię! – grzmiał ze zwycięstwem w głosie Erg – Hej. Sek’Foi, co ty?.. Ej! Co ty wyprawiasz? Odłóż ten wazon na miejsce! Ratunku! Goni mnie rozwścieczony rasista! – SĂ­r Edmund nadal czytał gazetę, starając się nie zwracać uwagi na wrzaski za fotelem
— Ej! – krzyknął do towarzyszy – Przestańcie, bo… — nagle zamilkł ale nie na długo, bo zaraz wybuchnął – Wjimet! Co robi moja bielizna na twojej głowie?! – druid poznawszy co elf mu założył na włosy, odrzucił bokserki rycerza daleko od siebie.
— Fuj! – zawołał czarownik – Aryn! Jak żyję, zapłacisz mi za to!
— Ta… Akurat ci pozwolę – wtem odezwał się do rycerza – Gdzie jest Medalion?
— Cóż, musimy się udać do krainy Cieni, Dartanii. Medalion jest w Cenkoku – kiedy SĂ­r Edmund wypowiedział te słowa, zapanowała chłodna cisza i Wjimet przestał się mocować z Ergem.
— W Cenkoku… — wyszeptał druid i puścił elfa
— Au! – jęknął elf, kiedy upadł na siedzenie – Eee… Wiecie ja całe życie byłem w Laktanii i nie wiem co to są Cienie.
— Cienie to najstarsza rasa po tym świecie Nadświata. Wyglądają jak ludzie ale mają czarne białka oczu. Choć w tym „białka” to niedobre określenie. Ich źrenice są korolowe jak tęczówki. Ale to nie jest ich prawdziwa forma. Tak naprawdę składają się z samej nadmagii, dlatego nie można ich zabić niczym innym, niż samą nadmagią. W jednej ze świątyń znajduje się przejście do drugiej strony Nadświata – wyjaśnił druid
— Prawdziwe formy? – zapytał elf
— Tak, jeśli ujrzysz prawdziwą postać Cienia, to nie zobaczysz go mówiąc potocznie. Będzie przesyłał obraz najbliższy prawdziwemu wprost do twego umysłu. Zobaczysz go myślą, nie okiem. Po za tym obraz będzie bliższy prawdy lub nie, w zależności od twojej magii, jednak nigdy nie będzie idealnie zgodny z prawdą. Cienia może w pełni zobaczyć tylko inny Cień.
— Dobra, wiem już mniej więcej o co chodzi. Mamy płynąć do Dartanii statkiem, czy mają Teletransportery?
—Mógłbym nas teleportować ale potrzebuję materiału.
— Jakiego? – zaciekawił się rycerz
Wjimet wypuścił powietrze – Magetystu Powrotu
— Aha, z tym będzie problem – odparł elf – Magetyst Powrotu znajduje się w podziemnych korytarzach elfiej świątyni Hondera.  Nie wejdziemy tam bez przepustki.
— No to mamy problem – podsumował SĂ­r Edmund – W każdym razie pakujemy się. W Darwie nie mamy nic do roboty
* * *Nät Framig wstał później, niż jego ViĂ´peni. Wiedział co musi robić. Znaleźć Magetyst Punktowego Zniszczenia Magii. Mają go pół-elfy ale za krew zębotrolla, chyba się zgodzą go oddać. W sumie, poświęcenie jednego z Nadmagów nie pójdzie na marne. Niestety tą nadzieję rozwiała wiadomość od ViĂ´pena Fara.
— Näcie Framiże! Näcie Framiże! Czak Cziek zniknął! Uciekł! I zabrał krew zębotrolla!
— Do licha! Muszę wysłać Nätowi Mi-Tarowi wiadomość za pomocą telepatii. To zużyje dużo Siły!
Podmistrz skupił się, nicie Siły zaczęły koncentrować się wokół jego głowy, aż podmuch magii uniósł włosy wszystkich Czerwonych Magów i małe kamyki z ziemi. Siła poczęła krążyć między ich umysłami i nagle wszystko się skończyło. Wiadomość została wysłana. Mi-tar wiedział o sytuacji.
— Ma ktoś cennego dla pół-elfów? – spytał Framig ViĂ´penów; tylko jeden się odezwał:
— Ja mam elfi łuk z przed pierwszej ery. Można im to dać.
— ÂŚwietnie. Pół-elfy chcą jak najwięcej wiedzieć o swojej historii i uwielbiają wszystkie pamiątki z czasów, gdy elfy panowały nie tylko w Laktanii ale też w Gladercie, Ranghardzie i Kimorgu. Tylko gorący klimat Paronii im nie odpowiadał, więc zajęli ten teren Cienie. No, ale to nie jest lekcja historii. Idziemy!
* * *— Czego tu? – zapytał oschle pół-elf pilnujący bramy – Lasy Laktanii nie są dla takich „cywilizowanych” ludzi jak wy. Nie macie tu czego szukać. Zaraz, zaraz… Erg? Jeden z Tries Elfos?
— Mówiłem ci, że nie wierzę w tę przepowiednię – odparł elf – I nie lubię kalek językowych.
— Przepowiednia? – zapytali SĂ­r Edmund i Wjimet – Jesteś wybrańcem co ma uratować wszechświat i tym podobne?
— NIE!
— Opowiesz nam tę historię? – zaciekawił się rycerz
— Eee… SĂ­r Edmundzie… — powstrzymywał młody druid
— Ciekawe jak brzmi ta opowieść… Trzech elfów, potomkowie dawnych tradycji i … — paladyn nie dokończył, bo Erg wykonał kop z półobrotu i odrzucił SĂ­r Edmunda na parę metrów, a Wjimet zręcznie odsunął się na bok
— Czy ktoś chce jeszcze to powiedzieć?! – grzmiał Laktańczyk. Wjimet wypowiedział inkantację zaklęcia ukojenia i elf przestał krzyczeć
— Wie pan, gdzie możemy dostać mapę? –zapytał czarownik
— Jak to, „gdzie”? U kartografa!
— A powie nam pan, gdzie jest kartograf?
— Jak to, „gdzie”? W domu!
— Powie nam pan, gdzie jest dom kartografa?
— Jak to, „gdzie”? W mieście!
— A dokładniej?
— Jak to, „gdzie”? W Laktanii!
— Gdzie w mieście jest kartograf? – wycedził druid
— Jak to, „gdzie”? Tu!
— Nie widzę.
— Jak to? Ja jestem kartografem!
* * *„W Ranghardzie stracono Wrezda Yk;Abarraka, Lejra Kro’Taka, Yrata Sek’Kammenda i Czasgrana Ryfkro’Restrantio za spiskowanie przeciw cesarzowi i złamanie co najmniej piętnastu praw Ranghardzkiej Wielkiej Księgi Praw.” – czytał DĂ­ Scienti
— Jak myślisz, panie, to ma związek z Medalionem? – spytał Germang
— To więcej niż pewne – odparł Magolog – Ranghard wyraził dla nas poparcie ale znaleźli się ci, którzy chcieli być jak najpotężniejsi.
— Straszne – powiedział cicho giermek – Jest napisane, kto będzie następnym Pierwszym Druidem?
— To nie jest ważne. Czerwona Magia się wplątała. To poważny problem. Na szczęście tylko SĂ­r Edmund, ty, ja, ten druid i elf wiedzą gdzie go szukać. Jednakże nasz król coś planuje, tylko nie wiem co…
— Może on nie chce, żeby zniszczono Medalion? Toby mu dało możliwość szantażu innych królestw? Może…
— Ha! Nic nie wiesz! – DĂ­ Scienti wyglądał na zezłoszczonego – To nie jest zwykły artefakt! On ma osobowość! Gdybyś ty znał jego historię… Nieważne! Masz Awomusz?
— Historię? Coś przed nami ukrywałeś?
— Nie, to znaczy tak, to znaczy nie…
— To mogą być bardzo ważne informacje!
— Ech, no dobra. Historia Medalionu sięga czasów tysięcznej ujemnej ery. Wtedy świat był okrągły jak kopuła. Nie było wtedy ludzi, a na ziemi panowali ÂŚwietlni. Były to istoty z samego światła. Nie było to takie światło jakie my znamy. To było płynne światło. To było stałe światło. Na górze kopuły znajdowali się ÂŚwietlni, a na dolnej stronie nikt nie mieszkał. Wtedy Genwarg spowodował kataklizm. Wszyscy ÂŚwietlni zginęli, a nieliczne niedobitki zamieszkały dolną stronę kopuły i stały się Cieniami. Ale ÂŚwietlni zostali w postaci Czterech Jąder Nadświata i Wielkiego Jądra. Te cztery Jądra to Jądro Magii, Jądro ÂŻycia, Jądro Antymagii i Jądro ÂŚmierci. Krążyły, krążą i będą krążyć do końca świata wokół Wielkiego Jądra. Kopuła się rozdzieliła i powstały dwa światy Nadświata – Magiczny i Antymagiczny. Po Rozpadzie Cienie opuścili dolną stronę kopuły, czyli Antymagiczny świat i przeszli na naszą stronę, tym samym zakłócając równowagę. Z drzew postały elfy, a ze skał ludzie. Ludzie żyli wtedy na małym półwyspie Kimorga Zachodniego. Później ludzie wyparli elfy, a Cieniom bardziej odpowiadała magiczna Dartania. I tak jest do dziś.
— A co z Medalionem? Nic o nim nie mówiłeś.
— Znając historię, będziesz mógł lepiej zrozumieć istotę Medalionu En-Karah. Otóż Chimdar przypuszczał, że Genwarg będzie chciał zniszczyć ÂŚwietlnych, więc dał im Medalion, by się jakoś uratowali. No cóż, ÂŚwietlni ÂŚwietlnymi ale korzystać zeń nie umieli. Jednak jakimś cudem użyli dobrze tego artefaktu i zamienili się w Jądra, o których ci mówiłem. Medalion podczas Rozłamu wybrał Magię, a nie Antymagię i dlatego jest tutaj. Antymagiczny świat jest niezbadany i bardzo mało o nim wiemy.
— Aha. Mam pytanie: czy w tamtym drugim świecie jest nadmagia?
— Nie. Jest podmagia ale to nieważne. Znasz teraz całą historię medalionu En-Karah, którą ja znam.
— Jak to, „osobowość” Medalionu?
— Jeden ze ÂŚwietlnych wiedział jak wykorzystać Medalion ale inni nie chcieli mu wierzyć. Wtedy ÂŚwietlny wniknął w Medalion En-Karah. Ten ÂŚwietlny, który jest w tym artefakcie właśnie nazywa się En-Karah. Niestety, nie mógł się wydostać i nadal jest uwięziony w Medalionie. Czekaj! Coś wyczuwam… To wiadomość telepatyczna! – Magolog zmarszczył brwi i się skupił. Minęło paręnaście sekund, gdy czoło DĂ­ Scientiego przestało być pomarszczone.
— Co się stało? – zapytał Germang?
— Tą wiadomość przekazano z lasów pobliskich Laktanii.
— Tak daleko?
— No cóż, jak prawie się ma czwarty stopień magii, możan uchwycić wiadomość telepatyczną z samego Gladertu! Tylko Dartania jest odporna na wszelkie czary i przechwycenia magiczne.
— To znaczy, że nic nie stanie się Cieniom ze strony Medalionu? Skoro ich wyspa jest odporna…
— Mówimy tu o nadmagii. Siła zaklęć Medalionu En-Karah przedrze się przez ich barierę, choć trudno tu mówić o „barierze” jako takiej. Raczej o rozległym polu osłabiającym. Wracając do tematu – Dartania może zostać zniszczona jako ląd. Ale nie jej aura. Cieniom nic się stanie, jeśli tylko będą w swojej prawdziwej postaci.  W atkim przypadku będziemy mogli zobaczyć ich grupkę chodzącej na aurze Dartani na morzu.
— Aura?
— Tak, aura jest jak grawitacja. Każdy przedmiot ma trochę aury. Niektóre mniej, inne więcej, a jeszcze inne mają jej na tyle, że zyskują nadnaturalne właściwości. I wtedy mówimy o artefaktach. Aura różni się tak od Siły, jak mózg od myślenia.
— A aurę można mierzyć?
— Tak. Jest taki przyrządzik, który mierzy jej zagęszczenie w powietrzu. Im większe tym bardziej się unosiła dragoidowa kuleczka. Jeśli była tam sama aura, bez powietrza, to kulka uderzała w dzwoneczek i tenże dzwoneczek brzęczał. Aurę mierzy się częściach na tysiąc części powietrza. Siłę też można mierzyć. Jej zagęszczenie w auronach, a ilość inkantantorach. Razem całą moc – w inkantauronach. Trochę to skomplikowane ale po miesiącu służenia magii, szybko się łapie o co chodzi.
— Rozumiem. Mam o tym powiedzieć SĂ­r Edmundowi?
— Tylko tyle, żeby nie używał Medalionu, jeśli go zdobędzie, bo może to być śmiertelne w skutkach.
— Nie wierzę.
— I nie powinieneś. To blef. Ale chodzi o to, by pod żadnym pozorem go nie używał. To tylko wzmocni ÂŚwietlnego w środku, który nadal pała złością i zemstą.
— Nie okłamię SĂ­r Edmunda! Nie mogę!
— Powiedzmy, że nie masz wyboru – powiedział szorstko Magolog, a na jego dłoni zaczęła się formować kula błękitnej Siły. Dodatkowo wokół DĂ­ Scientiego powstały jasnoniebieskie słupy magicznej energii. Całość była okraszona wirującymi wokół całej kompozycji chabrowymi płatkami – Błękitna Zguba, jedno z najpiękniejszych, a zarazem najpotężniejszych moich zaklęć. Dotychczas byłem miły. Ale mogę przestać, jeśli chcesz. Rozmawiasz z największych autorytetów Kimorga, zaraz po królu! Albo nawet większym! Więc jeśli chcesz kogoś doprowadzać to złości, to nie mnie! Rozumiemy się? – zapytał retorycznie DĂ­ Scienti
— T-tak.
— To dobrze! – uśmiechnął się Magolog, jakby przed chwilą nie groził komuś utratą życia
— Eee… Jestem zszokowany…
— Czym?
— Nieważne – odparł skołowany giermek
* * *Arcykapłan Hondera nie spodziewał się Czerwonych Magów, toteż zdziwił się jeszcze bardziej, gdy zażądali mapy do Magetystu Punktowego Zniszczenia Magii, który był ukryty gdzieś pod Laktanią. Był to jeden z trzech Magetystów Zniszczenia Magii. Inaczej zwanymi Trójką Hondera, były najświętszymi obiektami w świątyni Laaku.
— Nie mogę wam dać tego, czego szukacie – powiedział do Czerwonych Magów
— A może barter?
— Co? Co możecie dać pół-elfom?
— A może ten o to starożytny elficki łuk?
— Co? Macie łuk Pierwszego? Dajcie mi go!
— A dostaniemy za to Magetyst?
— Hmmm… Niech się zastanowię…
— A gdybyśmy dali dodatkowo trzy kły zębotrolla?
— To one jeszcze wyginęły?
— Tak, jeden, który ocalał kierował się do  Laaku, ale zwęszył nasz trop  zaatakował nasz obóz – Nät Framig ściszył głos – Straciliśmy jednego człowieka.
— No dobrze, dam wam tą mapę. Ale ostrzegam, nikt nie wie, co lub kto kryje się w podziemiach.
— Dziękujemy.  Będziemy uważać.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej