Tereny Valfden > Dział Wypraw
III zadanie Lorda Arthasa
Darkon:
Arthas po przekroczeniu bram miasta szedł wraz z wskazówkami starego Alchemika. Po niedługim czasie z drogi można było dostrzec malutkie wzgórze, a przy stromym "wejściu" na pagórek czekały dwa przerośnięte owady, jakimi były krwiopijce
Eregrin:
Wyjąłem ja zaś miecz, i nie czekając na pierwszy ruch przeciwnika, sam rzuciłem się zaś do ATAKU...
Opis walki:
Podbiegłem ja, do pierwszego krwiopijcy i walnąłem go lekko mieczem w skrzydło, co sprawiło, że miał on zaś spowolnienie w ataku... Drugi zaś, chciał mnie zaatakować, lecz ja zrobiłem unik. Co prawda, ten pierwszy chcąc mnie zaatakować, również schybił, lecz ja zaś, ponownie uniknąłem
ataku... Wykorzystalłem zaś to i wyprowadziłem cięcie, lecz niestety nie trafiłem... W tym samym czasie, pierwszy krwiopijca, się zorientował i zaczął oczekiwać na pomoc ze strony drugiego krwiopijcy... Zaczeły one zaś krążyc wokół mnie. Zaaniepokoiony Lord Arthas
czym prędzej machnął mieczem i fuksem, trafił jdnego krwiopijce w łep, a od drugigo uciekł na 5 metrów. Podczas, gdy ten drugi chciał mnie zaś zaatakować, to ja ponoiwnie zrobiłem unik...
W tym samym czasie <krwiopijca ten, miał całe skrzydło <drugi>> drugi zaś krwiopikjca, chciał mnie trafić, lecz ja go pierwszy trafiłem w łep...
Zebrałem z nich trucizne i poszedłem dalej...
Darkon:
Nie minęła chwila, a gdy wchodziłeś na wzgórze zza niego wyłoniły się sylwetki trzech kolejnych. Do tego było stromo, a ty nie przeszedłeś jakiegoś specjalnego treningu podtrzymywania się podłoża.
// Mniej dokładniej, acz bardziej poprawnie opisuj walkę, bo nad następnymi takimi opisami się już nie zlituje //
Eregrin:
Ojej - myślał sobie Arthas, wyciągając miecz...
Gdyż wzgórzę było może i strome, a Arthas zaś, nie posiadał specjalnej umiejętności, więc musiał ryzykować... Liczył on na farta, więc gdy krwiopijcy podlecieli do niego, wymachiwał mieczem i trafił w jednego krwiopijce, zabijając go, lecz tych dwóch pozostałych, otoczyło go i jeden z nich niestety u ukuł Arthasa w ramię, wbijając mu trucizne... Arthas zaś, przeszedł trening o odporności na ból, więc był silny i się nie dał... Miał on zaś także odtrutkę, więc się nie bał, a gdy już ten krwiopijca, który go ukąsił, chciał wydać następne uderzenie, to Arthas zaś, pod wpływem gniewu zrobił unik i cięcie przednie... Nie trafił, aczkolwiek ten pierwszy krwiopijca nagle chciał ukuć arthasa w twarz... Tego już było zawiele... Arthas zaś, naszczęście się zorientował i zaparował cios i wydając zaś przednie cięcie, zabił go... Waląc go w łep z całej siły mieczem... Został zaś, już tylko i wyłącznie jeden... Chciał Arthasa ukuć, lecz arthas zaparował cios i szybko zaś wydał drugie cięcie... Zabił go, przekrajając go NA PĂÂŁ...
Wziął i zebrał z nich truciznę...
Darkon:
Arthas jakoże wejście na wzgórze było strome szybko dokończył drogę, a gdy znalazł się już na samym wzgórzu zobaczył jeszcze pięc krwiopijców. Para krwiopijców była stosunkowo blisko ÂŁowcy, a pozostała trójka nieco dalej. Trucizna w organizmie Arthasa zaczęła się mocniej dawać we znaki.
// Radzę wypić odtrutkę, wytrzymałość na ból, nie oznacza, że jesteś jakimś Bogiem, jak będziesz miał odporność na trucizny na II lvl u to pogadamy. A i nie radzę atakować wszystkich 5 na raz, bo zacznę być złośliwy //
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej