Tereny Valfden > Dział Wypraw

Polowanie Na Smoka

<< < (3/10) > >>

Altair:
Altair czuł się bardzo dobrze. Wszyscy pamiętali go i kojarzyli jako samotnika, powściągliwego, zamkniętego w sobie maga. Faktycznie tak było, dlatego stał sam przy prawej burcie i patrzył na bezkresne morze. Po chwili podszedł do niego momo.
- Ach witaj... nie zauważyłem cię - rzekł nie patrząc nawet na przyjaciela - przypominają mi się czasy, kiedy to w dwunasty rok mojej wojaczki płynęliśmy na sam koniec świata. Oczywiście świat się nie skończył, ale płynęliśmy potwornie długo, że straciłem rachubę dni. Połowa naszych ludzi zginęła z głodu - kilku wypadli zza burty, a kilkudziesięciu popełniło samobójstwo. Została nas garstka, a mimo to płynęliśmy dalej... kiedy dopłynęliśmy do wyspy, wyszliśmy naprzeciw tysięcznej armii. Nas było najwyżej setka... Nie zważając na okoliczności stanęliśmy do walki i przegraliśmy. Wyrżnęli wszystkich jak kaczki, a mnie i mojego przyjaciela jako jedynych wzięto do niewoli... Głodzili nas przez dwa tygodnie. Byliśmy poniżani, bici, torturowani, aż w końcu powiedzieli, że nie przydamy się im. I wypuścili nas. Wszystko było by dobrze... - tutaj przerwał na chwilę - gdyby nie to, że wypuścili nas z dwustu metrowego klifu na porywiste fale oceanu. Przeżyłem tylko ja, a wiesz czemu?
Momo zrobił minę jakby nie wiedział co odpowiedzieć.
- Ponieważ znalazłem niewielką jaskinię. Tam przeżyłem dwa dni i mój przyjaciel zmarł. Jego ostatnie słowa brzmiały "będziesz miał co jeść" i faktycznie, miałem. Musiałem zjeść człowieka. Wiesz, co to znaczy jeść innego człowieka? Którego znałeś zanim jeszcze przestałeś srać w spodnie. A później? Byłem już za stary. Kiedy rozliczali moich przyjaciół, dawano im majątek, złoto, biżuterię, posiadłości. Mi powiedzieli "dziękuje". A teraz? Teraz za odważne czyny nazywają mnie idiotą, a młodzi próbują się ze mną równać, do momentu, kiedy chwycę za miecz. Powiedz mi, momo, co to jest? Jak to nazwać? Kiedy kiedyś, po wojnie, zaraz po nadaniu mi tytułu weterana poszedłem do jednego z szych, który "kręcił" to wszystko. Kiedy przystawiłem mu miecz do gardła, splunąłem w twarz i podniosłem głowę w tryumfie nie potrafiłem pchnąć. Coś zadało mi pytanie "czy warto?". Puściłem go, powiedziałem jedynie, że jeśli jeszcze kiedykolwiek w życiu go zobaczę, to zabiję. Spotkałem go później. Zaoferował mi złoto, a wiesz o co ja poprosiłem? Powiedziałem, by zwrócił mi życie, które mu oddałem. Nie był w stanie mi tego oddać, miałem go zabić. Ale tego nie zrobiłem. Ale poprzysiągłem przed Innosem, potem przed Beliarem, że jeśli jeszcze raz ujrzę jego szpetny ryj, to zabiję jego najlepszego przyjaciela, przyniosę mu go na tacy z solą i powiem, ze jeśli na moich oczach nie zje go, to zabije całą jego rodzinę na jego oczach. Wtedy zaznam spokój i będę mógł żyć jak człowiek... - mówił to z kamienną twarzą, jakby odpowiadał na pytanie "która godzina?", na jego twarzy nie było widać śladów gniewu, jednak oczy zapłonęły nienawiścią i zemstą, a po chwili pojawiły się w nich łzy...

Vigo:
Vigo zaraz po odpłynięciu postanowił rozglądnąć się po statku w celu znalezienia sobie dobrego miejsca do rozmyślania i przygotowania do walki. Po krótkim rozglądnięciu zauważył miejsce które przykuło jego wzrok. Było to miejsce przy wejściu na pokład. Stała tam bowiem ławka, z której było widać wszystko co się dzieje na pokładzie. Tam też Vigo postanowił odpocząć i przysłuchiwać się rozmowom pozostałych myśliwych...

Grison:
Grison przechadzał się po pokładzie patrząc na wzburzone fale rozbijające się co jakiś czas o kadłub statku. Mężczyzna siadł w pewnym momencie na ławce po czym wyciągnął miecz i zaczął go oglądać.
Kilka minut później podszedł do moma kładąc mu rękę na ramieniu.
- Tak więc płyniemy- powiedział były przywódca łowców. Mam nadzeję, że ta zgraja poradzi sobie ze smokiem i nikt nie straci nogi albo ręki- dodał patrząc na krzątających się toważyszy. Szkoda by było któregoś stracić.  

Darkon:
Darkon przechadzał się po pokładzie znanej już mu "Anilui". Po jakimś czasie zauważył siedzącego na ławce Akatosha. By zabić czas, przysiadł się do młodego wampira i zapytał:

- Witaj. Jak ci się bytowanie jako nieśmiertelny? ;)

Giual:
- Miasto jak miasto niczym się nie wyróżnia poznałem paru kumpli którzy według mnie są w porządku,ale zdziwiło mnie to że Elrath dał mi sklep jedyny w mieście,interes słabo się kręci nie mam dobrych towarów ale mniejsza z tym.Opowiedziałem po czym krzyknąłem w stronę Grisona
- Grison chodź napić się piwa!.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej