Tereny Valfden > Dział Wypraw

Kierunek - Numenor

<< < (12/14) > >>

Boba Fett:
Fett wraz z Draconem przybyli na plac budowy pochłonięci rozmową na temat informacji, które przekazał armii sołtys. Generał wytłumaczył po pokrótce wszystko, także to, że wiadomość ta może okazać się jak najbardziej błędna. Nagle podbiegł do niego Marsik i podał mu broń.
- Pański miecz, generale.
Naczelny wódz armii wziął broń i tylko kiwnął głową.
- ÂŻołnierze najznamienitszego króla IsentoRa. Sołtys wioski, w której się zatrzymaliśmy, przekazał nam informacje, które mogą nam pozwolić pokonać wroga przy mniejszych stratach, niż to uprzednio wyliczyłem. - Następnie Boba Fett powtórzył słowa sołtysa, po czym przeszedł do wyjawienia planu, który obmyślił, zanim Lord Sado go znalazł w porcie. - Ty dowódco Sado - zwrócił się do Dracona - polecisz tam i sprawdzisz, czy aby sołtys nie pomylił się w swoich domysłach. Jeśli ujrzysz ich okręty, spal je bez namysłu, przy okazji podasz kilku krasnoludów na wynos. W takim razie wróg będzie odcięty, nie będzie mógł uciec i będzie zdany na naszą łaskę. Zapewne dojdzie do konfrontacji między nimi, a naszym oddziałem. Jak tak się stanie, to chcę mieć ich dowódcę żywego. Tego, kto go zabije, osobiście ukarzę. Zrozumiano?

Sado:
- Tak, tak - powiedział Sado i poleciał w stornę północnego wybrzeża. "Rozumiem... mogę ich wyśledzić... ale znając życie wielką flotę z przytuliscie uzbrojonymi krasnoludami. Dracon leciał coraz dalej, zbliżając sieciągle do celu.

Isentor:
Zza wierzchołka góry, który minąłeś wyłonił się widok plaży i morza. Z zatoki odpływały okręty krasnoludów. Zacząłeś liczyć statki, doliczyłeś się 34, przepełnionych żołnierzami.

//Co robisz?

Sado:
Sado wyciągnął dłoń, lecz nagle ją zatrzymał. "Opływają... żeby je zatopić musiałbym podlecieć bardzo blisko"
- K*rwa... prędzej się zestram niż uda mi się zatopic chociażby jeden z nich... tych sk*rwieli są setki, w tym pełno kuszników... a żeby rzucić zaklęcie muszę podlecieć bliżej... ale wątpię bym przebył chociażby parę metrów, nim dosięgnie mnie pierwszy bełt.   - rzekł sam do siebie Sado - mógłbym się do nich przyłączyć... ale wątpięby mnie przyjęli... poza tym na Marancie może być jeszcze zabawnie
Dracon uśmiechnął się, odwrócił i rozpoczął lot w drogę powrotną. Leciał jak najszybciej. Po pewnej chwili wreszcie udało mu się dolecieć do portu. Wylądował tuż przy Generale i od razu wykrzyczał:
- Szybko... nie mamy czasu, musimy płynąć na Marant! Statki krasnoludów... było ich około 40! Przepłnione wojskiem! Już odpłynęły! Jeśli chcecie zobaczyć swoją kochaną wyspę... musimy płynąć! Ale tak by krasnale nas nie zauważyły! Nasz statek jest szybszy od ich. Szybko... zbierajmy się!

Boba Fett:
- Garnizon szlak wziął - powiedział sam do siebie generał. - Dobra, robotników zostawiamy, niech budują, my wracamy, musimy ostrzec miasto i przygotować się na nawałnicę. Obawiam się, że teraz będzie ciężej, niż jak to było rok temu. Będę musiał porozmawiać z królem na temat naszych sojuszy, zapewne przyda nam się pomoc. Czterdzieści statków to nie przelewki... o ile Twoje informacje nie są fałszywe. Dobra - krzyknął teraz do wszystkich swoich podwładnych. - Brać manatki i na statek. Crisis, odszukaj kapitana i powiedz mu o sytuacji, szkoda każdej godziny zwłoki. Za to Ty, kapitanie MeGiddo, powiadom o tym wszystkim sołtysa i czym prędzej idź na statek. Przekaż mu, by dopilnował budowy garnizonu. Gdy będziemy zbliżać się do Marantu, Ty, dowódco Sado, polecił do Ombros i z wyprzedzeniem wszystkim obwieścisz o tym, czego byliśmy tutaj świadkami. Zrozumiano, oddział?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej