Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kierunek - Numenor
Sado:
- Nic szczególnego... a zarazem szczególnie nic nieszegółowego. Zaniepokoiło mnie to. ÂŻadne wilkołak mnie nie zaatakował... żadne stworzenie. Na wielkiej plaży na południowym zachodzie były tylko jakieś małe jaszczurki... kompletnie nic! Te góry na południu to tylko jakieś wyższy wyżyny... żadnych jaskiń w tamtych okolicach. Cholerny spokój. Wilkołaki są mądrymi stworzeniami. - rzekł Sado odpinając napierśnik. Następnie zdjął koszulę. Wokół całej długości torsu, od prawego ramienia do początku lewej nogi, na ciele Dracona tkwiła blizna. Jej szerokośc była przerażająca, siegająca ponad 15 centymetrów.
- Dziwię się, że wtedy przeżyłem. - rzekł Sado. To nie była rana od miecza czy jakiejś innej broni białej, to było coś wielkiego i potężnego - Jednakże nie to spowodowały mi wilkołaki. - Dracon odwrócił się i pokazał na plecach 7 dotkliwych blizn. - Dawno temu... wilkołak, który to zrobił... był moim przyjacielem. Zabiłem go parę miesięcy temu... był w stanie trochę zniszczyć moją mithrilową zbroję. Zabijająć go musiałem ranić i siebie... wilkołaki są bardzo przebiegłe... nie lekcewasz ich Boba Fecie. - rzekł Sado i zaczął wkładać bluzkę. Generał zdążył jedynie zobaczyć na jego prawej ręce tatuaż i dziwne znamię na ramieniu.
Crisis:
Crisis tymczasem chodził sobie po wiosce, zwiedzając i oglądając mieścinę. W Atusel nie było nic ciekawego. Gubernator Leyanoi strasznie się nudził nie było nic do roboty.
- Ech... beznadziejna wyprawa. - powiedział do siebie rekrut. - Wracam na budowę. - dodał i wrócił na swoje stanowisko przechodząc akurat koło Lorda Sado, który pokazywał bliznę po starciu z Wilkołakiem. - Nie tylko ty miałeś bliższe spotkania z wilkołakami bracie. - powiedział szeptem Crisis przechodząc obok wyższych stopniem żołnierzem. Obywatel Leyanoi po chwili był już koło budowy i zaczął patrol wokół niej.
Isentor:
Kolejny dzień mijał wyjątkowo spokojnie i nudno. Nagle jego monotonny przebieg zakłóciły jakieś krzyki dobiegające z dżungli. Chwile później zza bujnej paproci wybiegł zakrwawiony mężczyzna krzyczący "wróg, wróg!". Nie dobiegł nawet do generała, gdy jego głowę przeszył stalowy bełt. Z zarośli wyłonił się oddział 10-iu średnio zbrojnych krasnoludów... "Do ataku" - zawołał jeden z nich.
Crisis:
- Wreszcie coś do roboty. - westchnął Crisis, który wyłonił się zza miejsca budowy. Miecz i tarcza były już przygotowane do walki. Gubernator Leyanoi zobaczył jak krasnoludy szykują się do wystrzelenia bełtów w jego stronę. Rekrut Armii Marantu szybko podniósł tarczę, a wszystkie pociski wbiły się w nią. Obywatel Leyanoi poczekał aż zaatakuje go jeden z krasnoludów żeby go zabić. Plan się powiódł. Jeden z krasnali chcąc uderzyć swoim toporem zamachnął się tak, że był odsłonięty na kontratak. Crisis wbił miecz w przeciwnika zabijając go, wyjmując miecz zablokował cios kolejnego z krasnali. Szlachcic zranił go go lekko w rękę. Po czym wrócił do reszty towarzyszy.
Zabijam jednego krasnoluda, a jednego ranię.
///Pozostało 9 krasnoludów///
Rakbar Nasard:
- A myślałem, że się nic ciekawego nie wydarzy, a tu masz. - powiedział do jednego ze stojących obok żołnierzy. Po czym wyjął łuk, napiął cięcie i wystrzelił strzałę, która poleciała prosto w nogę wroga. MeGiddo szybko podbiegł, wyjął miecz i dobił wroga wbijając mu miecz w ciało.
- Jeden na moim koncie ;]. - po tych słowach chwycił mocniej miecz w dłonie, po czym ruszył na zbliżającego się wroga. Na swoją kolejną ofiarę obrał sobie krasnoluda odbiegającego lekko od pozostałych. Gdy krasnolud był blisko kapitana ten zadał cios, jednak krasnolud zdołał obronić się tarczą. Następnie kapitan wyprowadził szybkie pchnięcie w brzuch wroga, był to cios śmiertelny, ponieważ przebił on kolczugę wroga. Następnie kapitan cofnął się do tyłu.
Zabiłem 2
Pozostało 7
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej