Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wspólne zadanie Viga i (nie)bezimiennego
Niro:
(nie)bezimienny dołączył do Viga. Oboje weszli do pomieszczenia.
- Ej, kto tam jest? - usłyszeli
- Pójdźmy sprawdzić! Wy nadal pracujcie!
Po chwili pięciu rabusiów okrążyło Ohsiańczyków... Wiedzieli, że to nie będzie prosta walka...
(nie)bezimienny:
(nie)bezimienny ponownie dobył swych mieczy i ruszył na jednego z bandytów. Po chwili walki odkrył, że walczy się z nim dużo ciężej niż osiłkiem. Był dobrze wyszkolony i raz po raz parował ciosy wampira. Po z lekka monotonnej walce Oshiańczyk zdołał wytrącić miecz rabusiowi. To była jego okazja. Zamachnął się mieczem, lecz... nie trafił. Rabuś zaczął biec w kierunku wytrąconego mu wcześniej miecz, jednak Klanowi rzucił się na niego i wbił mu miecz w plecy (;]). Złodziej padł na ziemię. Kiedy zaś (nie)bezimienny próbował się podnieść kolejny bandyta zaatakował go. Wampir nie zdołał oddalić nogi i miecz bił się w nią, pozostawiając głęboką ranę. Oshiańczyk zdołał się podnieść i ruszył na rabusia. Po chwili walka zakończyła się sukcesem - bandyta padł martwy na ziemię.
[Dwóch padło, kuleję]
Niro:
Dwóch bandytów okrążyło Viga. Klanowicz nie mógł się wycofać, ponieważ z każdej strony groziła mu walka z przeciwnikiem. Rabusie wyglądali na hardych mężczyzn, a bitwa z nimi nie byłaby przyjemnym doświadczeniem. Inny zbój podszedł do kulejącego (nie)bezimiennego...
(nie)bezimienny:
"Pierd*lę, nie robię!" pomyślał (nie)bezimienny po czym z wielkim trudem dobył mieczy.Bandyta uśmiechnął się sie głupkowato - wampir poważnie zastanowił się nad poziomem inteligencji delikwenta, jednak nie było na to czasu. Zamachnął się mieczem, lecz rabuś zablokował cios. Bandyta zaatakował, ale Klanowicz nie mógł uskoczyć przed nim. Jedynym wyjściem było położenie się na podłożu. To była sekunda. (nie)bezimienny przewrócił się jak najbardziej celowo, nie pozwalając tym samym wykonać celnego uderzenia rabusiowi. Leżał na ziemi nie wiedząc co robić. Miecze wciąż były pod jego władaniem, więc jedynym wyjściem był błyskawiczny atak. Złodziej był coraz bliżej... Wampir przebył mu brzuch (kiedy był wystarczająco blisko).. Ten ledwo żywy padł obok Oshiańczyka. Dobił go (ja dobiłem) wbijając miecz w głowę. Zakończył życie rabusia... Wyjął miecz z głowy bandyty, jednak nie był w stanie pomóc Vigowi, gdyż sam był wyczerpany i nie mógł się w żaden sposób podnieść. Po chwili zmrużył oczy jednak wciąż był świadom co się wokół niego dzieje...
[ÂŻyję - nie zemdlałem, ale jestem wyczerpany, jeden rabuś nie żyje...]
[
Vigo:
Vigo stojąc okrążony rozmyślał co się teraz stanie i nie miał na to zbyt dużo czasu ponieważ pierwszy wyprowadzał już atak. Vigo niemógł się cofnąć bo stał tam drugi. Wampir wiedział że musi mieć oczu wokół głowy i musi to sprytnie rozegrać... Teraz musiał tylko odeprzeć atak i wyprowadzić porażającą kontre która by zabiła jednego oprycha. Sprubować tak więc zrobić, zablokował cios i sprubował uderzyć z całej siły w bandziora. Ten jednak go "wyczuł" i uchylił się a następnie kopną go (Viga) w brzych. Vigo poleciał na plecy, szybko poturlał się i natychmiastowo wstał. Był tego jeden plus niebył już otoczony. "Dobra teraz spokojnie"- pomyślał Vigo atakując jednego z rabusiów. Kilka minut wymieniali się ciosami traz po stronie Viga była przewaga a raz po srtonie rabusia, aż w końcu Vigo podją ryzykowne posunięcie i odsłonił "korpus" w celu wykonania bardzo mocnego ciosu skierowanego w udo przeciwnika. Na szczęście ten cios trafił w ciało bandyty i zranił go na tyle dobrze że niemógł chodzić. Rana była głęgoka(prawie do kości) z której dużymi iliściami wylewała się krew. Wtedy ranny bandyta powiedział do drugiego aby atakował Viga, a on sobie opatrzy rane. Tak się stało. Vigo był gotowy do ponownej walki. Bandyta szybko podją się walki i wykonał pierwszy cios który Vigo ledwo co zablokował. Następnie obaj zamachnęli się i udeżyli w siebie. Obje bronie styknęły się w jednym miejscu. Ten blok okazał się pomocny dla Viga, który nieczekając kopnął bandyte i odskoczył. Bandyta padł na ziemię. Vigo w tym czasie wykorzystał szansę i podbiegł pod niego i go dobił . Ostatni zakończył już opatrzanie rany, lecz i tak ledwo co się ruszał(no cóż niebył to lekarz :P). Vigo mił znaczną przewagę i ją wykorzystywał. Bandyta zaczął nieudolnie się bronić, nic dziwnego niekażdy potrafi machać mieczem mijąc tylko jedną sprawną noge. Vigo unikał ciosów i wyprowadzał kontrataki. Przeciwnik był dość dobry jak na taką sytuację. Niebyło co się z nim patyczkować, Vigo wziął się do robowy i kolejne to ataki wyprowadzał w zranioną nogę. Gdy tylko to mu się udało bandyta niezłapał ruwnowagi i padł na ziemię. Vigo natychmiastowo go dobił i powiedział:
- Pozdrów Beliara!!!
Następnie podbiegł do (nie)bezimiennego i zapytał czy wszystko wporządku...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej