Dobra, może i z tym kitowałem, ale chciałem wam pokazać, że nie trzeba się modlić, by dostać, albo przeżyć coś naprawde nie prawdobodobnego.
Teraz po prostu zamarłem.
Przyglądam się tej dyskusji dłużej i muszę powiedzieć, że jest ona co najmniej śmieszna.
Zła interpretacja słów, które są wszechobecne i docierają do nas z każdej możliwej strony, sprawiają, że jesteśmy co raz bardziej zagubieni w tych informacjach.
Można naoglądać się bajek czy jakiś innych niepoważnych filmów, gdzie ktoś prosi jakąś wyższą instancję o łaskę + jakiś przedmiot i niczym prezent od Mikołaja wszystko pojawia się od razu.
Odchodzenie od Kościoła przez to, że Bóg nie wysłuchał naszej prośby jest co najmniej śmieszne, ale cóż - niestety co raz więcej jest takich przypadków poprzez w/w przeze mnie źle interpretowanie treści.
Jeżeli jesteśmy już w tym mistycznym świecie rozmowy z Bogiem i prośbami wystosowanymi do niego, muszę stwierdzić, że "szefa" prosić możemy o pomoc w dokonaniu czegoś, a nie
o wykonanie czegoś za nas. Jeżeli sprawa przerasta nasze kompetencje możemy zawsze nasze prośby/błagania przekazać do Tronu Bożego i oczekiwać pomocy z góry, jeżeli jednak będzie taka sytuacja, że chcemy już ten rower - bardziej na miejscu byłaby prośba o pomoc w zbieraniu środków na nasze wymarzone "dwa kółka".
Mam nadzieję, że po tym poście Kreth oraz inne osoby o niedojrzałej postawie zrozumieją czym jest modlitwa i w jaki sposób Bóg nasze te prośby spełniać może.