- Ty, Chabaciku, będziesz delegatą łowców, a Isgaroth ogółem od magów. Jeśli tego nie rozumiesz, to niech ktoś inny Ci to wytłumaczy, ja nie mam czasu na to - rzekł Fett będąc już w okrągłym namiocie. Reszta osób, które wyznaczył, także tam weszła i czekała na słowa Generała. Nagle do namiotu wbiegł jakiś zdyszany człowiek.
- Panie - rzekł mężczyzna. - Ma wiadomość z Ombros.
- Z Ombros? - zdziwił się Fett. - Czyżby od Króla?
- Nie - odparł posłanień i podszedł do stołu, przy którym stał były przywódca Gildii Samotnych ÂŁowców. - Proszę.
Fett wziął zwinięty papier i go rozwiązał, po czym zaczął go dokładnie czytać.
- Meaneba? - zdziwił się. - Znowu jakieś cholerstwo przybyło na Marant. - Zamilkł i znów zagłębił się w tekście. - Devristus? - zadał pytanie do siebie. Następnie odwrócił wiadomość na drugą stronę, wziął pióro leżace obok mapy rozłożonej na stole i zaczął pisać. Gdy skończył, wręczył wiadomość posłańcowi.
- Zanieś to do koszar. To, że mnie nie ma w Ombros nie znaczy, że nie zrobię jakichś kroków, by zapobiec poczynaniom nieodpowiadającym Naszemu państwu. Gdy wrócę, osobiście Cię wynagrodzę. A teraz idź, mamy tu ważne sprawy do omówienia. I postaraj się nie dać złapać... Albo... Poszukaj w naszym obozie Dracona. On Cię przetransportuje do portalu, tak będzie bezpieczniej.
Gdy niespodziewany gość wyszedł, Generał zwrócił się do pozostałych.
- Wszyscy wezwani są? Szkoda mi marnować czasu.