Melkior odskoczył w prawo napataczając się na bandytę, gdyż ten przecież stał z jego prawej strony. Skrócenie dystansu nie spowodowało uniknięcia ciosu, ale tylko zmianę sposobu jego zadania. Bandzior nie mógł wykonać zamierzonego cięcia przecinającego jakieś ważne dla elfa organy czy arterie, grzmotnął go tylko głowicą miecza w bok głowy. Uderzonemu zrobiło się przez chwilę ciemno przed oczami, hełm zdał jednak rezultat i czaszka wojownika pozostała nietknięta. Wbiegające taru dokonało reszty dzieła zniszczenia. Najpierw unieszkodliwiło tego, który zaatakował jego pana, potem rzuciło się na kuriera i wgryzło mu się głęboko w arterie górne, uprzednio przewalając wycofującego się na tyły pomieszczenia. Obydwoje zmarli raczej szybko.
//Themo, twój hełm również nabywa status "uszkodzony", zapomniałem o tym wcześniej napisać. Ale było to raczej oczywiste.
Funeris schodząc z góry podziękował serdecznie Klemensowi, ukłonił się dwóm kelnerkom, naprawdę pięknym i powabnym, a następnie widząc samotnego Gorna popijającego piwo, skinął mu, że mogą już wychodzić. Czekał na niego przy drzwiach, już na zewnątrz. Nie był pewien, czy jeszcze miał coś do zrobienia, na coś czekał, kogoś słuchał. Dlatego nie podchodził do niego i psuł mu ewentualnej konspiracji.
No a kobiety czekały. Czekały w karczmie, z której wyszli rano. Funeris z Gornem byli gdzieś indziej, w końcu mówili że idą do Essory, a Themo z Mekiorem szlajali się po porcie.
- Jakoś panienkom pomóc? Coś podać? - spytał się karczmarz. Elizabeth dostrzegła i wyraźnie poczuła, że na miedzianym kociołku pichci się jakaś potrawka, mocno doprawiona i chyba zalana jakimś kwaśnym winem, gdyż ten właśnie aromat unosił się po karczmie.