//Moruś dobrze gada. Kharim mnie tak wkurwiał. Czytał mi w myślach i opowiadał na niezadane pytania. Krasnolud chędożony... Tak samo teraz ty - wbijasz, wszystko niby wiesz, zakładasz to, co się wydarzyło. A idź pan w chuj z takim życiem.
Funeris chwilę wcześniej wyprowadził konie na dziedziniec, gdzie im było wygodnie. Pogłaskał po łbach i pochwalił za to, że nie zarżały, gdy poczuły przybyszów. Może po prostu czuły, że to jest ich miejsce, że ten zapach tutaj się utrzymuje i uznały to za coś naturalnego. Idąc na górę po wąskich schodkach dziękował w duchu Zartatowi. Nie dość, że przybysze nie zabili go w pierwszym momencie, a przecież mogli to zrobić bez wahania, to jeszcze okazali się przyjaciółmi i prawdopodobnymi przyszłymi towarzyszami. Jest w końcu szansa, że pomogą Bractwu. Albo że to Bractwo pomoże im, tego jeszcze nie wiadomo. Zartat jednak czuwał nad nimi, nad swoimi pokornymi sługami.
Ognisko szybko zostało na nowo rozpalone, więc na powrót siedzieli przy pełgającym i trzaskającym ogniu. Chwila wytchnienia przed nadciągającą burzą.