-Dobra ja będę z nimi gadał. - powiedziałem i zeskoczyłem z wozu. Przeczesawszy włosy palcami poprawiłem kubrak i ruszyłem w kierunku stojących ludzi.
- Witajcie! - powiedziałem z zawadiackim uśmiechem.
- Oczywiście, rozumiem konieczność utrzymania szlaku w należytym porządku, aby żadne męty i szumowiny się na nim nie kręciły, dlatego bardzo chętnie dołożymy cegiełkę do tego jakże zacnego dzieła. Nie mniej jesteśmy tylko prostymi przewoźnikami i wieziemy solone mięso dla armii królewskiej. Myśliwi z północy zakończyli pierwsze wiosenne łowy na grubego zwierza, ale że to też czas rui i innych takich, to za dużo tego nie mamy. A armia już w gotowości ledwo parę kilometrów dalej. Więc jeżeli jesteście przyjaciółmi Valfden to mam nadzieję, że nie obrazicie się, na tą zaliczkę 100 grzywien, którą wam teraz proponuję. Za niecałe dwa tygodnie będziemy wracać po drugą transzę tym razem ryb to dopłacilibyśmy resztę. Możemy się tak umówić?