Frideric chciał biec w stronę Garira, ale zdawał sobie sprawę że nie ma po co, póki co magiem był tylko i wyłącznie w teorii. Cóż, po raz koleiny będzie musiał walczyć w starciu, z mieczem w dłoni. Dawno już przyzwyczaił się do zagrożenia, ale nie pozbył się do końca strachu, pewnie tylko dzięki temu jeszcze żył. Widział mistrzów miecza którzy ginęli w swoim zadufaniu ignorując zagrożenie, Frideric do każdej walki podchodził w ten sam sposób - wykorzystywał maksimum swoich możliwości, w końcu tu się sprawa toczy o jego życie! Teraz tylko pogładził rękojeść swojego miecza, ze wstrętem odsunął rękę, do czego to doszło, żeby musiał iść do walki z kawałkiem złomu, niestety, jego miecz podobnie jak poprzednia tożsamość i długa lista przestępstw z nim związanych, został za portalem, kiedy człowieka goni wojsko nie ma za dużo czasu na pakowanie się, zwłaszcza kiedy tępi żołdacy są zaraz za drzwiami. Na szczęście nie długo już nie będzie musiał używać tak prymitywnych narzędzi.