Sama zaś w tym czasie wstałam spod drzewa, w które cisnęła mnie ta dziwaczna persona. Potrząsnęłam głową, starając się przepędzić mroczki sprzed oczu i spostrzegłam, że reszta drużyny ma niemałe kłopoty. Patrzyłam, jak elfka teleportuje się gdzieś dalej i podbiegłam do niej, zatrzymując się około 8 metrów od niej, wyciągając przed siebie rękę.
- Araxu ipish! - zaklęcie zaczęło wysysać energię magiczną z jej ciała, a sama ściągnęłam tarczę z pleców, mrucząc jeszcze - Ashush! - nakładając aurę tarczy miałam przynajmniej pewność, że nie zabije mnie od razu.