Dojrzałam ostatnich dwóch przeciwników, niemal samotnych na polu walki, ruszyłam do przodu, szybko i pewnie. Rzuciłam się na pierwszego z nich, cięłam od dołu, po przekątnej, zablokował z trudem, widać, że był słabszym szermierzem. Sama jednak już wirowałam w piruecie, unikając uderzenia drugiego wojownika, wraży miecz przeszedł milimetry od mojego ciała. Stanęłam pewniej na nogach i zaatakowałam krótką fintą, pierwszy z nich dał się zmylić, ostrze zmieniło nagle kierunek uderzenia, cięłam płasko i mocno, po twarzy, niemal gniewnie. Mężczyzna wrzasnął, czując, jak ostrze narusza wrażliwe punkty jego fizys i cofnął się. Sama uskoczyłam na bok, przetaczając się po ziemi i unikając zdradliwego wypadu przeciwnika. Pchnęłam go silnym, telekinetycznym pchnięciem, wojownik zatoczył się, a sama wsunęłam miecz pod pachę, wyciągając przed siebie ręce -Heshar! - podmuch ognia objął całą sylwetkę mężczyzny, zwęglając odsłonięte części ciała. Obróciłam się, w ruchu sięgając po miecz i skoczyłam na ostatniego przeciwnika, cięłam przez kark, ostrze niemal sięgnęło kręgów szyjnych. Zalany krwią żołnierz upadł na ziemię.
0x Wojownik Zgromadzenia