Krasnolud wypluł piasek. Nie ma to jak śniadanie pomyślał podnosząc się na klęczki i w końcu wstając. Próbował ogarnąć umysłem to co się stało i jakim sposobem znalzał się na ziemi... bezskutecznie. Po chwili, gdy już zlustrował step i granice lasu dostrzegł, jakby za mgłą postać stojącą przed nim, która najwyraźniej coś mówiła. Po chwili dotarło do niego, że to Mantos. Chłodny wiatr orzeźwił twarz i oprzytomnił już na dobre.
Nieznane ciało zakręciło w nosie krasnoluda do tego stopnia, że spowodowało potężne kichnięcie, zdolne co powalić conajmniej 10 geardezów. Wysmarkawszy się już na dobre krasnolud wydał dziwny dźwięk ni to warknięcie ni to krzyk. Po chwili dodał.
-Wszystko dobrze...- i począł szukać reszty drużyny